środa, 22 czerwca 2016

o foremkach słów kilka / lekcja wychowawcza



Historia krótka.
Ostatnio po żłobku zawitaliśmy do ZOO.
Taki mały punkt z niektórymi zwierzątkami (duże przeniosły się na wielki metraż do M50).
I była tam piaskownica.
I foremki i łopatka zostawione odłogiem.


Wiadomo, że wracając ze żłobka i w drodze do domu żadnych akcesoriów nie mieliśmy.
Młody bardzo chciał się pobawić foremkami, mówię, że to nie nasze i trzeba się najpierw zapytać (ale nie było wiadomo kogo).
W końcu nadciąga.
Chłopczyk i jego babcia. W wieku Młodego.

Na próbę zapytania dziecko odstawiło szopkę absolutną i krzyki. Babcia nie oponowała.
Młody mój zrobił podkówkę, oczy wypełniły się łzami.
Pies ogrodnika nie pozwolił zbliżyć się do foremek, którymi nie bawił się.
Co chłopczyk mijał później Młodego w oczach tego ostatniego zapalał się błysk. Tita zapamiętał sobie.

I jak to los bywa przewrotny.
Jak krótko trwała radość.
Niedługo później chłopiec chciał pobawić się autkiem kogoś innego.
I mu na to nie pozwolili.
Ryk i krzyk i wrzask i rozpacz.
Babcia tuliła wnuka i wysłuchiwała krzyków, że ma mu takie autko kupić.

Jakoś nie było mi tego chłopca żal.
Niestety, ale ani trochę.


----------------------------

  • Ostatnio w wielu piaskownicach zauważyłam, że wielu rodziców zostawia różne zabawki i po zabawie nie zabiera ich ze sobą. Autek, łopatek, foremek.  Nowe zjawisko, kiedyś byłoby nie do pomyślenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz