Historia krótka.
Ostatnio po żłobku zawitaliśmy do ZOO.
Taki mały punkt z niektórymi zwierzątkami (duże przeniosły
się na wielki metraż do M50).
I była tam piaskownica.
I foremki i łopatka zostawione odłogiem.
Wiadomo, że wracając ze żłobka i w drodze do domu żadnych akcesoriów nie
mieliśmy.
Młody bardzo chciał się pobawić foremkami, mówię, że to nie
nasze i trzeba się najpierw zapytać (ale nie było wiadomo kogo).
W końcu nadciąga.
Chłopczyk i jego babcia. W wieku Młodego.
Na próbę zapytania dziecko odstawiło szopkę absolutną i
krzyki. Babcia nie oponowała.
Młody mój zrobił podkówkę, oczy wypełniły się łzami.
Pies ogrodnika nie pozwolił zbliżyć się do foremek, którymi
nie bawił się.
Co chłopczyk mijał później Młodego w oczach tego ostatniego zapalał
się błysk. Tita zapamiętał sobie.
I jak to los bywa przewrotny.
Jak krótko trwała radość.
Niedługo później chłopiec chciał pobawić się autkiem kogoś
innego.
I mu na to nie pozwolili.
Ryk i krzyk i wrzask i rozpacz.
Babcia tuliła wnuka i wysłuchiwała krzyków, że ma mu takie
autko kupić.
Jakoś nie było mi tego chłopca żal.
Niestety, ale ani trochę.
----------------------------
- Ostatnio w wielu piaskownicach zauważyłam, że wielu rodziców zostawia różne zabawki i po zabawie nie zabiera ich ze sobą. Autek, łopatek, foremek. Nowe zjawisko, kiedyś byłoby nie do pomyślenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz