niedziela, 26 czerwca 2016

a po cio???? /o rozwoju dziecka

Przeglądając internet można nabawić się kompleksów.
Dziecko jeszcze nie przewraca się na drugi bok?
Nie siada?
Nie chodzi?
Nie ma ząbków?
Straszenie jedzeniem.
Wspólnym spaniem.
Straszenie noszeniem w chuście (pierwsze wózki są sprzed trzystu lat).
Straszenie smoczkiem.
Straszenie zbyt długim karmieniem (dziecko z syndromem nieodciętej pępowiny).
Straszenie zbyt krótkim karmieniem (i tu milion historii).

Straszenie, że dziecko nie mówi. Więc na pewno coś jest nie tak.
Bo wg książki lub internetu powinien mieć określony zapas słów na każdym etapie. Ba - nawet podane jest ile powinien mówić.
A jak nie w pędy do lekarza.



Na podsumowaniach u synka (zakładka - coraz starszy) pisałam miesiąc po miesiącu, że nie mówi.
Do ubiegłych wakacji nawet mama nie chciał powiedzieć.
Miał kilka swoich słów. I tyle.
Zwierzęta nazywał:
pies - hau
kot - miał
słoń - łoł
i tak dalej

Musiałam go uczyć, by mówił, jak ma na imię.
Najpierw nauczyłam go wymawiać imię w dwóch sylabach. Nie wymawiał spółgłoski na końcu. I zaczął sam mówić. I odmieniać swoje imię.

Zamiast ciocia mówił cio. I kończył słowo.

W 33 miesiącu życia moje dziecko dojrzało do rozmowy.
Wykształcił się aparat mowy.

Dziecko, które nie mówiło zaczęło mówić pełnymi zdaniami. Samo.

Przedszkolanka
- Byłam w szoku powiedział pełnym zdaniem: ja też poproszę herbaty.

Innej zakomunikował, że właśnie wracamy do domu a tamta stanęła i patrzyła na niego.

Młody dzieli się swoim życiem również z obcymi.

Ostatnio zakomunikował mi, że kolega w żłobku miał urodziny i był tort i śpiewali sto lat. I tort był z Tomka (i przyjaciół) ale inny niż on miał. I tort był dobry. Ze zdziwieniem zobaczyłam na zdjęciu, że faktycznie tort był z tej bajki.

Dziś Starszy poszukiwał bluzki. Otworzył szafkę taką zapasową, a młody do niego: to moje rzeczy. Faktycznie, miał rację. :D

Nie mówi literki "k" albo mówi niewyraźnie.
Różnie z literką "r".

Nie wszystko rozumiem.
Rozumiemy go więcej, niż inni.

Ale widzę, że każdym dniem nas czymś zaskakuje. Każdego dnia jest spory przeskok.

Ja nie mówiłam "w" i "f".
A na jakiego pyskacza wyrosłam.Nie tylko nie mam problemów z mową - jak ktoś ma dostać kwestie do czytania to trafia na mnie.

Ciekawe jest to, jak dziecko nagle z pozycji nie mówię - przechodzi na pełne zdania i okazuje się, że znał wiele słów tylko nie potrafił powiedzieć.

Ulubione pytanie to: a po cio? Słyszane dziesiątki razy.


Liczne pytania.
Gdzie tata?
Gdzie idziesz?
Maś mamo coś? (i zagląda do torby)
Co kupiłaś?
Co maś?
Gdzie idziemy?


To moja maszyna - rzekł wsiadając na motocykl.

Jeszcze tutaj nie czytałaś - i pokazał miejsce, które ominęłam w książeczce.

Używa czasu teraźniejszego i przeszłego.
Odmienia wyrazy.
Śmiesznie mówi o sobie w rodzaju żeńskim :PPP (np. "ja też widziałam to").


 Ostatnio:
- tato wstawaj
- chcę spać, jeszcze dzień się nie zaczął.
 -  słońce już wstało
 
Te straszenie kojarzę z dzieciństwa.
Że dzieci porywa ktoś w czarnej wołdze.
Że Cyganie porywają.

Straszenie. Zamiast pozwolić swojemu dziecku na rozwój w jego tempie.
Poza tym Młody ma fantastyczną pamięć. Do obrazków, topografii, kształtów, zdarzeń, miejsc.

I dzisiaj wisiał na metalowych poręczach. Wysoko nad glebą. Wszedł na beton, potem jak po drabinie i zawisł. Luby biegł do niego jak wariat.

Nie zważając na okoliczne atrakcje.
Dziś na osiedlu mieliśmy na żywo program Z kamerą wśród zwierząt.
Wkoło paparazzi - z aut, piesi, biegający. Każdy z aparatem uwieczniającym lochę z młodymi. Te fikały i bawiły się, a matka czujna na każde niebezpieczeństwo. Szczególnie auta jej podpadały. Niesamowite jest móc obserwować reakcje ludzi.  DAWALI!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz