Niezrozumiałe dla dzisiejszego pokolenia 20 i 30+ kiedy ograniczać może tylko brak gotówki.
W PRL był inny czas.
W sklepie było niewiele. Albo nic.
Owoce - były latem.
Nasze, krajowe.
Cytrusy?
Tylko na święta.
Ba, wcześniej były informacje w Wiadomościach, że statki przybijają do Polski (był tylko program I i program II).
Zapach pomarańczy.
Smak kakao i prawdziwej czekolady przywożonej przez chrzestnego.
Zrozumie tylko ten, który przeżył tamten system.
Staliśmy kiedyś na peronie.
W oczekiwaniu na PKP.
Standardowo przemieszczaliśmy się pociągiem.
Auta były rzadkością.
Jak i telefony w domach.
To były dobra luksusowe.
Nie wiem, ile miałam lat.
Siedem?
Mniej?
Na peronie czekał jakiś mężczyzna.
Przewoził w drewnianej skrzynce banany.
To nie był czas świąt.
W sklepie nie było nic.
Patrzyłam na niego. Na banany.
Oczami głodnego dziecka.
Nic nie mówiłam.
Ale co musiały mówić moje oczy, skoro bez słów mężczyzna oderwał sporą kiść bananów i mi je dał?
??????????????????
Dziś.
W kuchni mamy wyjątkową liczbę bananów.
Kilka kilogramów.
Ich widok nie robi żadnego wrażenia.
Ot, są bo są.
Już tak nie smakują.
Ale pamięć zapachu pomarańczy, smaku produktów, których u nas nie było pozostała.
I obraz tego głodnego dziecka. Obdarowanego bez słów przez nieznajomego człowieka.
To może jeszcze wrócić��
OdpowiedzUsuńRządzący starają się, by to nastąpiło.
Usuń