wzrost - 99 cm, niedługo będzie z metra cięty
Młody wybrał sobie do jedzenia pietruszkę.
Pycha!!
Sukcesy:
- Nocnik na lajcie. Ba, Młody nawet na wc sam potrafi pójść, usiąść i nawet spłukać po sobie. Pieluchy odstawione całkiem.
- Mowa postępuje.
- Zakłada majtki, rajstopki. Ale musi je mieć na stopkach. ;)
- Po 2 km wracając ze żłobka potrafi sam maszerować.
- Sam! Sam! Sam! Ja! słyszę ciągle i w każdym temacie. Dziś nawet z bankomatu chciał sam wypłacać.
- Jest genialny. Ostatnio sam wpisywał kod do wejścia do bloku. Dwie liczby kluczyk i cztery liczby z pamięci! Geniusz. :)
- Sprawdziłam, czy pamięta alfabet i cyfry. Jest obłędny. Miał włożyć w odpowiednie miejsce tylko te literki, które potrafi nazwać. V-"fał". Nawet X zna. Nie zna literek: F i G. A cyfry to inny obłęd. :)))))
- Obrażanie - odmowa spełnienia kaprysu czy innej zachcianki powoduje rzucenie się na łóżko/podłogę i ciężką obrazę.
- Zadaniowiec - skoncentrowany na wykonywaniu zadań. Przy zadaniach maksimum skupienia. Bez zadań częsta demolka.
Spanie:
- Drzemka w ciągu dnia - jedna. Czasami żadna. Czasami zaśnie, czasami za nic nie da się położyć.
- Do spania na noc udaje się pomiędzy 20 a 21. Raz zasypia, raz godzinę walczy. Śpi z przerwami na mleko. Rano nowonarodzony.
- Przy mnie mleko.
- Przy Lubym różnie.
- W żłobku zajada wszystko prócz deserków. Na nie się krzywi. Uwielbia żłobkowe obiady. Zawsze newsem dnia co robiłeś, mówi, że jadłem.
- W domu sam wybiera sobie jedzenie, je mało. Nie napinam się, dziecko wie, ile potrzebuje i co potrzebuje. Już w żłobku widzę teraz dzieci, które w przyszłości będą mieć problemy z wagą.
- Młody nigdy nie dostał waty cukrowej, nie kupuję czekolad, batoników. Nigdy nie pił słodkich napojów. Nie dostaje czekolad. Dostaje zwykłe ciastka.
Ostatnio nalałam sobie kompotu w butelkę i pobiegłam po Młodego do żłobka.
- ody, ody! (wody!) - krzyczy
daję mu moje picie i obserwuję reakcji, a ten jeden łyk i znowu
- ody!
- nie chcesz tego?
- nie
- no to musimy kupić wody
Nie chciał lepiku. Do pierwszej Żabki wparował i nie było zmiłuj, kupiłam wodę.
[Jestem wrogiem cukru dla dzieci. Tak wiele wkoło jest nowotworów i ludzie nadal nie dostrzegają zależności pomiędzy dietą, a chorobami. My, dorośli jesteśmy skażeni, ale los naszych dzieci i ich dieta dzięki naszej świadomości zależy od nas! Standardowo ostatnio widziałam obrazek ..... Wygrana walka o życie dziecka .... zakończona tortem dla dziecka. Nie wiemy, kto z nas zachoruje. Ale możemy obniżyć prawdopodobieństwo choroby.].
Co więcej?
Łobuz jak się patrzy.
Bałaganiarz na potęgę.
Dziś dzwoni babcia. Oczywiście on musi rozmawiać. Włącza głośnomówiący i gada, chodząc po mieszkaniu. I nagle słychać kolejny żeński głos. Skąd, jak, kto to? Nikt nie wie o co chodzi. Nie wiedziałam, że można taką telekonferencję włączyć. Zadzwonił po prostu do koleżanki. ;)
Notuję, co teraz gada:
- mamo chodź
- chodź tu
- wcale nie
- autymi (bawi się autami)
- mamo daj
- pychota
- mamo tato chodź tu
- daj mi łoła (mleko)
- Starszemu coś nie wychodzi krzyczy: w pi*du, Młody jak echo: w pidu (Starszy nie zauważył, jakie nauki niesie)
- pije mleko z piersi, pokazuję na drugą palcem i krzyczy: tamtą, tamtą! albo: tamten! albo: tamto!
- idem!! (rzekł, idąc do nocnika)
- boli!, boli!
- inną! inną! (wylał na siebie po raz trzeci specjalnie wodę i chce inną bluzkę).
- baja! baja! (to wiadome)
Dialog
Musimy już uważać, co mówimy.
wieczornie krzyczę (krajobraz po wybuchu bomby):
- co tu jest!!!
- bundaj!
- co???? - Starszy pyta
- bundaj!
- burdel? - z niedowierzaniem pyta Starszy
- tak!
- gdzie?
- tutaj!
co to jest?
- pupa
- jaka???
- biała!!
Uparł się, żeby rozłożyć Puzzle .... I starał się pomagać.
A teraz śpiewa licząc po angielsku. ;D


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz