czwartek, 10 grudnia 2015

gryzę - nie podchodzić

Siedzę i wrzeszczę.
Ten bur**** wszędzie wokoło dobija mnie.

Moje zdrowie do ****.
Młody katar mały i ubręczenie.

U mnie katar jak z kranu.
Stan podgorączkowy.
Psikam i prycham.
Kinol czerwony, zaraz z nosa skóra mi będzie schodziła.
Wczoraj migrena. Łeb mi pękał.
Niedobrze mi było.
Ale udało mi się dojechać i wrócić. Zrobiłam ponad 300 km. Jakoś dałam radę.

Wczoraj na trasie sama na siebie zatrąbiłam. Ba! W pierwszym momencie nie wiedziałam, że to ja i wystraszyłam się. Ale że spojrzałam w lusterko i nikogo innego nie było na drodze, zrozumiałam, że najwidoczniej nie trafiłam w przycisk do szyb..... Wystraszyć siebie - prawdziwa żenada.

Dziś z pracy usiłowali mnie do domu wywalić, ale w pracy i tak mam lepsze warunki do zdrowienia niż w domu.
W domu Tita robił demolę.
Wszedł w orzechy. Potoczyły się na mieszkanie.
Zrzucił obrane orzechy.
Rozlewał wodę.
Przelewał.
Wywalił zabawki.
Usiłował na rowerze po wszystkim jeździć.
Co chwila wisi na piersi.
Teatralnie robi sceny (płacz bez łez na podłodze).
Mało brakowało do granicy mojej cierpliwości.
To, co wyprawiał wczoraj opiszę we wczorajszym poście.
Jak siły zbiorę.
Nie ma dziś bajeczek.
Ani pół.
Przekroczył granice mojej cierpliwości.

Odwołali dziś bandę. Czekałam na ten fakt.

Dostałam rozliczenie za media. Na plus. Duży plus.

Liczyłam jutro, że będziemy mieć suszarnię. Patrzę - nie ma misek w domu ... spojrzałam w kalendarz .... no tak 10. to dziś, nie jutro. Wszystko już Luby poprał i powiesił, nawet nic nie powiedział.

Dziś dzwoni do mnie kobieta w pracy, czy karty zdrapki nie zgubiłam.... Brawo, brawo dla mnie.

Wczoraj jak zgarniałam Młodego z ulicy - usiłował do autobusu wskakiwać w Ciechocinku - zgubiłam komórkę. Jakaś dziewczyna mi przyniosła ... Też nie wiedziałam, że nie mam.

Okazało się, że w ostatnim głosowaniu ktoś ukradł moje i M. głosy ze skrzynki. Kogo więcej nie wiadomo póki co. Normalnie Alternatywy i Anioł. Jakim durniem trzeba być, by głosy kraść?

Miałam dziś zrobić danie Ri. Brokuł leżał w domu kilka dni. Jak przyniosłam pozostałe produkty okazało się, że brokuł siedzi w obiedzie. Z dania Ri nici.

Kot usiłował mi moje ziemniaki z obiadu zeżreć (że takiego słownictwa użyję).

Młody wyciera sobie teraz skarpetkę papierowym ręcznikiem kuchennym.

A teraz ściągnął z kolumny obudowę i z nią chodzi (taką na metr wysokości).

Czy ktoś ma coś mocnego do wypicia?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz