Rząd wybrany. Na Insta osób sporo młodszych ode mnie przerażenie. Wola ucieczki.
Mnie śmieszy stanowisko Antka. :)
Poza tym bez ekscytacji. Co mnie to... Jak będę mieć czas poczytam sobie Jane Austen, bo jest ciekawsza. :)
Poza tym bez ekscytacji. Co mnie to... Jak będę mieć czas poczytam sobie Jane Austen, bo jest ciekawsza. :)
Z przypadku wpadłam na takie foto.
Niezmiennie dziwię się, jak można wrzucać do siebie takie oto wydanie samej siebie.
Intymność w dzisiejszych czasach nie istnieje.
Dziś nawet jedzenie straciło smak, jak nie można podzielić się każdym posiłkiem wrzucając zdjęcie. ;P
Pomaszerowaliśmy dziś z młodzianem do sklepu. W kaloszkach, bo o dziwo wcześniej padało i kałuże były (a nie tylko jedna jak wczoraj).
Kupiłam mu wafelki i pół gałki lodów (tak, tak, kupiłam). Czasami nawet - najczęściej leczniczo - dostaje też gorzką prawdziwą czekoladę. Szczególnie na jelita :). Przy karmieniu piersią metabolizm ma przyspieszony, czasami aż za bardzo.
Poszliśmy więc do Media Markt. Fajna alternatywa, jak chcecie komuś coś dać by za to sobie kupił, ale nie chcecie dać gotówki (która przed pójściem do sklepu może zniknąć).
Półka - karty podarunkowe. Ładne, estetyczne, na wiele okazji. Z tym idziemy do kasy, kartę doładowujemy jak telefon kwotą jaką chcemy i voila! Rewelacja jak dla mnie. Bezproblemowo pięć minut i już. A karta ważna 5 lat!
Zareklamuję też Rossmana. W ubiegłym tygodniu sprzedawał pomadki i lakiery i insze z 49% rabatem.
W tym tygodniu od każdego tuszu, kredki, eyelinera, cieni jest taki sam rabat. Warto zaoszczędzić co mamy w porftelu (jeżeli używa się). :)
No a potem szlag mnie trafił. Jako że 11 listopada zbliża się wielkimi krokami, a w tym roku jestem Zosia Samosia, to postanowiłam w tym roku zrobić sama rogale. Tu gdzie mieszkam bez rogali w tym dniu ani rusz. W ten dzień w cukierniach tylko rogale królują. I każdy musi zjeść. W 2013 sprzedali ok. 600 ton rogali. ;P
Przepis już mam z bloga Margarytki, która kurzarzenie ma we krwi:
(Prawda, że wyglądają wspaniale? A jak smakują ... poezja).
Pchałam wózek. Młody już krzyczał. Sok w sklepie już wylał. Koszyk który musiałam nieść ciążył mi coraz bardziej, bo szukając niecodziennych produktów (które *** wie gdzie były) chodziłam w kółko. Na warzywach usiłowałam zważyć suszone daktyle do przepisu. I figa z makiem. W systemie nie było, na drugim stanowisku samoobsługowym nie było, obsługi wkoło nie było.
Znacie taką sytuację, że niesiecie tyle rzeczy, że ważny jest każdy krok, by dojść do końca i nie powywalać tego, co niesiemy?
Poszłam do kasy. Ledwo, ledwo doszłam z tym całym majdanem, a kasjerka, że muszę sama wrócić, by to zważyć. No to jej tłumaczę, że nie dam rady, że dziecko ma już dosyć (zresztą wrzeszczał w wózku), że mi za ciężko i ledwo doszłam do kasy. Że to oni nie wtypowali do urządzenia, co waży, ani do drugiego. Że nigdzie nie było tam osoby z obsługi. To sobie pogadałam do siebie.
Towar skasowała, daktyle odłożyła.
Towar skasowała, daktyle odłożyła.
No to jej pytam, czy daktyli nie dostanę? No nie..
Jak to jest? Mamy pieniądze, chcemy go zmienić na towar, a mają nas gdzieś? Klient nic się nie liczy?
Jak odeszłam od kasy, obok była informacja, śwignęłam zakupy na posadzkę, młody nadal w wózku krzyczący (ale kilogramy mi już nie ciążyły) i zapytałam o książkę skarg. Poczułam się jak w czasach Barei. Pani mi mówi, że mają za mało obsługi, że nikt nie chce pracować ... A co mnie to? To tak trudno dać było tej osobie, która banany mi zważyła obok, by tamto też zważyła?
Nie, nie wyżywałam się na tamtej kasjerce. Ani pół słowa. Napisałam, co myślę o ich sklepie i systemie i o tym, że jedną klientkę stracili. Bywam mściwa i pamiętliwa w takich sytuacjach. Skoro ktoś ma mnie gdzieś oddaję zwrotnie to samo.
W drodze do domu nie dałam rady. Ściągnęłam kurtkę i szłam w samym krótkim rękawku pchając majdan przed sobą (i towary, które na nim wisiały). Mijałam osoby w kurtkach i czapkach. :P
Z osiedla wyjechała ciężarówka. Za nią karetką. Za nią policja. Spokojnie włączyli się do ruchu, jadą i nagle ta ostatnia jak poczuła asfalt pod kołami włączyła koguta i pod prąd stwarzając zagrożenie na drodze wleciała z impetem na skrzyżowanie... Bo takim to wszystko wolno. A ty szaraku siedź cicho.
.....
[Jakiś czas temu sfotografowałam na rynku zarząd dróg miejskich służbę parkingową. W mundurkach stali pięknie kupując warzywa na ryneczku. A następnego dnia w sklepie kosmetycznym.
Ciężko pracują.... oj jak ciężko. Pot kapie.]
Na a potem założyłam odblaskowy kapok na mój krótki rękawek, by nas nikt na moim wygnajewie nie rozjechał i już niedługo byliśmy w domku.
A teraz pięknie pachnie zupa cebulowa. Wrzucę do miseczki żaroodpornej i zapiekę z żółtym serem. Tak uczynię.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz