środa, 9 września 2015

żyjemy

Zakupiona niedawno waga pokazuje, że Młody waży 14 kg - czyli mniej niż wcześniej.
U mnie odwrotnie - wieczorami mam nawet 60 kg lub więcej :P. Szczerze, to moją wagę mam głęboko gdzieś (właśnie piekę pierniki), ale  ... zważyłam dziś kotkę.

Fakt, dzisiejsza moja matematyka jest lipna, bo wyszło mi wcześniej, że 4,2 + 1,9 to 7,4 zeta -  ale że kotka waży 5 kg?!
Byłoby faktem, że ją tak spaśliśmy?

Niestety małpiata przechodzisz na dietę, na kolację dziś nie licz. A jutro sobie sprawdzę obliczenia.
Wredota jak nie dostała kolacji to przybiegła i mnie pacnęła w nogę. Bezboleśnie, ale i tak jej się oberwało. Był odwet. Wczoraj zaliczyłam kolejne szczepienie przeciwtężcowe, jeszcze trzecie przede mną. Nie ma więcej gryzienia. Co najwyżej ja ją mogę ugryźć.



Ostatnie moje wypieki dostają mniej cukru, niż jest w przepisach. Sól używamy sporadycznie, pora na ograniczenie cukru, zresztą dziś nawet go tyle nie miałam, co powinnam dodać, więc siła wyższa. Wizja, widmo i strach przed rakiem powoduje, że z łatwością przychodzi mi ograniczanie cukru, gdy jest to zbędne.


Zaliczyliśmy wczoraj wizytę u chirurga ze Starszym. Mało brakowało, a babie z recepcji bym przywaliła czymś ciężkim.
Pyta mnie czy korzystaliśmy z wizyty u chirurga przez ostatnie dwa lata.
Ale o co chodzi?
Jakie to kurde ma znaczenie?
Każe mi coś podpisywać. A tam, że w przypadku śmierci można przekazywać informacje o stanie zdrowia. Kogo śmierci? Mojej, syna?
Daje mi jakiś druczek do wypełniania, mówię, że druk jest nieczytelny i nie widać, pod czym mam podpisać się. Z ksera zrobione ksero i tak tyle razy, że wszystkie trzy punkty nieczytelne. Ale podpisać się trzeba!

Godzinę przed czasem zajęliśmy poczekalnię pod gabinetem. Była nasza. Byliśmy sami. Tita wpadł w świat zepsutych, zakurzonych i niecałych zabawek (jak np. ludzik bez kawałka nogi, ale w końcu czekaliśmy na chirurga, więc tak powinno być).
Rozwaliło mnie oświetlenie. Rechotałam sobie długo i radośnie.



Ktoś potrzebuje fachowca? Szczerze polecam.

Lekarz kapitalny. Opatrunek zmieniony. Myk cyk kupuje się coś w sklepie ortopedycznym, potem magia, opatrunek,woda coś tam coś tam i już zamiennik gipsu jest.
 Młody w gabinecie zrobił lekką czystkę. Pani wklepująca dane do systemu - sympatyczna, przy zakończeniu wizyty posprzątała zabawki. Mówię jej, że za szybko. Młody w ramach protestu rzucił się na odebrane auta, pościągał na podłogę nożyczki, waty jakieś i opatrunki przygotowane na kolejnego pacjenta. Nie doceniła przeciwnika, a ja nie nadążałam odbierać mu ściąganych łupów.

W windzie grało radio. Sielsko,anielsko. Żeby nie nudzić się przez te 7 sekund jazdy.

Zapisałam obu synów do chirurga. Ustawiam się znowu w kolejkę rejestracji, tym razem drugą bo już nie po raz pierwszy tylko kontynuację. Inna kobieta więc w rejestracji, przemiła dla odmiany (jędza siedziała w pierwszej). Tita dostawał już tam jobla, miał już dosyć. Wylał na posadzkę wodę z butelki, usiadł w niej, jak wrzasnął dwukrotnie to dwie kobiety zasłoniły sobie ucho, biegał pomiędzy nogami, pomylił moją nogawkę spodni z inną kobietą, a jak powiedział mu Starszy, że to nie mama, to spojrzał i machnął ręką. Usiłował zwiewać,jęczeć, ale dotrwaliśmy do końca, jesteśmy zapisani. ;P

Dzisiejszy dzień.
Wychodzimy ze żłobka.
Ustawiamy się po podręczniki w księgarni. Zaczyna kropić, kolejka stoi pod chmurką, więc rezygnuję z zakupów. Idziemy z kilometr, patrzę - nie ma czapki na głowie. Znowu gdzieś wyrzucił. Zgrzytam zębami ze złości. Cofamy się. Szukamy. Nawet znajdujemy.

Zbiera kamienie. Mówię, by wyrzucił. Patrzy i mówi dobitnie nie!!

Przy straganie krzyczy, że chce bu-bu (arbuz), nie daje się zbyć. Kupujemy. Nadgryza ogórka. Kupuję też. Młodzian usiłuje zbiec, pani ze straganu za nim woła. Młody w końcu wraca, chowa się za moją nogą. Tita nawijkę strzela po swojemu.
Starszy pan się pyta ile ma. No dwa lata. Bo jego wnuczka nic nie mówi. Ach ...skąd to znam.
Zaraz go znowu spotykamy.
- mama cię bije, że mówisz? - pyta :P

Idziemy, jesteśmy już blisko domu. Patrzę, kurde jego belę, nie wierzę.
No nie wierzę. Przecieram oczy ze zdumienia, widok bez zmian.

Patrzę i nadal nie wierzę.
Dwa różne buty.
Jeden puma, drugi reebok.


Mam nadzieję, że uda się jutro odzyskać jednego buta.

Jakieś pytania do mnie?








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz