czwartek, 17 września 2015
wtorek / ale zanim pójdę ...
Rodzicielstwo bliskości.
Nie biję.
Nie krzyczę.
Jestem aniołem.
Aureola nad głową i odfruwam.
Na Łysą Górę.
Co zrobić jednak jak nie można?
Jak się nie da wytrzymać?
Jak nie jest się głuchym?
Jak dziecko świdrując, wrzeszcząc i wyjąc konsekwentnie i bez przerwy nadaje na częstotliwościach, które ciężko wytrzymać?
Jak każdy wieczór to długa walka o sen gdzie terrorysta życzy sobie bym przy nim była. I kropka. Wstać ani położyć się choćby na plecy nie wolno.
Gdzie drugie starsze starsze potrafi krzyczeć (i nie tylko) bo zabrałam mu 8 sztuk rurek makaronu, a miał odmierzoną porcję do zjedzenia. (???)
Wiem, wiem.
Zdaję sobie sprawę, że dla tysięcy rodziców marzeniem by było, by ich dzieci były zdrowe, by dokazywały. By były nieznośne i niegrzeczne, ale byle zdrowe. Wiem o tym wszystkim.
Nie udaję lepszą niż jestem.
Zastanawia mnie dlaczego tak bardzo nie znoszę wrzasków.
DDA?
Nie lubię siebie gdy jestem złą mamą.
Włączyłam sobie Czesia.
Zanim sobie pójdę i zanim mnie trafi do końca.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz