Jak się zaprze mowy nie ma, by otworzył buzię.
Ma wyraźną alergię na próby karmienia go widelcem/łyżką.
Ku rozpaczy babci nic prawie u niej nie je.
Gonienie go z ową łyżką i widelcem nic nie daje.
Zaciśnie buzię i basta.
Przypominają mi się opowieści z mojego dzieciństwa.
Najpierw mnie sporo podtuczyli, jak taką rasową świnkę hehe, po czym właśnie zacisnęłam usta.
Jak przez mgnienie kojarzę odmawianie jedzenia w przedszkolu, chowanie we fartuszek.
Cofka na szpinak, salceson, niektóre zupy, w tym owocową.
Pewnie nie były specjalnie dobre.
Albo wciskali je dzieciom.
Tak czy owak widzę w Młodym siebie.
Bo On je to co lubi, wtedy kiedy chce i na swoich warunkach.
W domu non stop podchodzi do lodówki.
Zabiera nam z talerzy i zajada.
W weekend poczyniliśmy też pierwsze grzeszki jedzeniowe.
Zobaczył czekoladę w lodówce. Gorzką.
Zażyczył sobie. Dostał kostkę, obracał ją w palcach, obracał obracał po czym zjadł.
I chciał drugą. Dostał. Zjadł.
Chciał trzecią kostkę. Nie dostał. Ma jakieś zmiany na skórze i nie wiem od czego, nie będę ryzykować.
Byliśmy w odwiedzinach u jego siostry bliźniaczki. Kumpeli z porodówki. Młodszej o dwie godziny
Paluszki, które stały na stole chowałam przed nim, bo ewidentnie mu szkodzą.
Paluszki, które stały na stole chowałam przed nim, bo ewidentnie mu szkodzą.
Wyciągnął rękę po ptasie mleczko, ale po nadgryzieniu odłożył.
Dostał pierwszą żelkę (w sumie drugą, bo misia z Haribo też dawałam), ale wzgardził.
W sumie to tylko mlekiem mamy nigdy nie gardzi.
Dziś w czasie zbierania jagód co chwila było "łeło" i "łeło", aż nerwica mnie brała. Łeło to oczywiście mleko. Bo jak tu zbierać jagody, jak trzeba nakarmić mlekołaka? Próba odmowy to wpadał w taki wrzask. A jedzenie trwało i trwało, bo trzeba smakować chwilę i podchodzić do jedzenia ze spokojem, smakiem i czasem. :D
Tak w sumie po co wciskać jedzenie dziecku, które ma właściwą wagę? I wygląda tak jak powinien?
Tita wie, ile powinien jeść. Lepiej od nas. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz