sobota, 6 czerwca 2015

ponownie o tym samym



Lubię zjeść. Lubię zjeść dobrze. Lubię różnorodne produkty. Jeżeli mnie stać wybieram lepsze produkty, kupując sprawdzam skład. Odkładam chleby ze zbyt rozszerzonym składem, ciastka z całą tablicą Mendelejewa. Nie rzucam się w Donce na produkty tylko dlatego, że mają przecenę, albo w opakowaniu jest ogromna ilość.  Na tani ser, który nie wiadomo co ma w składzie. Nie rzucam się na tanie jajka klatkowe biednych kur ściśniętych w klatce, których jedynym celem jest zniesienie jaja bez możliwości zobaczenia słońca i świata, chodzenia po trawie, skubnięcia robaka.


W policealnym studiu zawodowym miałam przedmiot - nauka o żywności. Było to ponad 20 lat temu, nie byłam gotowa na ten przedmiot, nie interesowała mnie piramida żywieniowa. Miałam w nosie te lekcje, zakułam 3Z, zakuć – zdać - zapomnieć, wyrzuciłam z głowy i dalej żyłam. Był etap, co żyłam na prawie samych ciastkach hit z czekoladą. Owoce zawsze kochałam, nasze jeżyny, truskawki, poziomki, agrest, jagody, czereśnie. Warzywa, ale niektóre. Ale ogólnie moje odżywianie było marne.

Przy Starszym synu popełniłam wiele błędów, w tym żywieniowych. Bo każdy z nas popełnia błędy. Gdyby każdy z nas mógł ponownie raz jeszcze te samo życie przeżyć, przeżyłby je bez wielu potknięć, dopiero po czasie wiemy, że każde zdarzenie rodzi następne i znajduje swój skutek w przyszłości. I kiedyś przychodzi zapłata za naszą ignorancję i błędne wybory.

Ale karmiłam go piersią. 21 miesięcy. Tyle chciał i podziękował. Nie wiem, skąd we mnie wzięło się tak długa chęć karmienia piersią, kiedy nie było wkoło mnie małych dzieci z wyjątkiem córki przyjaciółki, ani netu ani mądrych książek. Po prostu karmiłam i tyle.

Ale poza tym Starszy dostawał nieodpowiednie jedzenie. Wcześnie posmakował Danonków, czekolady, ciastek i wszelakich frykasów. Babcie nauczyły go pić słodkie napoje. Ile walki stoczyłam o to, by później pił wodę. Jak długo w ostatnich latach słyszałam, że on wodą nie napije się. Nie macie pojęcia ile przyjemności sprawiła mi wczoraj awantura domowników o wodę, bo ktoś komuś gwizdnął drugą butelkę i afera, bo więcej nie było. Ile lat musiałam czekać, by Starszego przekonać do wody! Zwykłej, nie barwionej, bez żadnych syfów i dodatków. Bo jak widzę farbowane wody truskawkowe, cytrynowe i inne to słabo mi się robi.

Znaczenie ma karmienie. Jej każdy etap.
Żywienie w ciąży.
Żywienie oseska małego i starszego.
Żywienie w dalszym etapie.
Każdy etap ma fundamentalne znaczenie.

Podawali parę dni temu statystykę nowotworów. 35% do 40% to zła dieta! Brzmi przerażająco. Ale ja byłam przerażona jak na FB widziałam profil małej dziewczynki walczącej z nowotworem i jej zdjęcia jak zajada jajko niespodziankę, by dziecku osłodzić życie w chorobie. Jednoczesna walka o zdrowie i dostarczanie dziecku pożywki dla nowotworu!

Jesteśmy tym, co jemy. Z tego składają się nasze komórki.

To nie jest wszystko jedno, co damy do odżywienia naszemu dziecku. Czy podamy mm czy pokarm matki. Bo pokarm sztuczny nigdy nie zbliży się do pokarmu matki. Nigdy nie będzie substancją żywą, zmienną, dostosowującą się do potrzeb rosnącego dziecka.

Czytałam dziś w necie o matkach. Tych butelkowych i tych karmiących naturalnie. Jedną z wojen z obrzucaniem się błotem również. Tłumaczenia i ataki.

Powtórzę po raz setny. To nie karmiąca butelką mama jest gorsza. To pokarm jest gorszy. I nie zmienią tego żadne słowa. Może sobie producent sztucznych mieszanek wciskać kity. Dzięki Waszym zakupom ma zapchany portfel i cieszy się z każdej matki, która zrezygnuje z karmienia i przejdzie na stronę sztucznego pokarmu. Bo każda matka więcej to jego większy zysk i grubszy portfel. A po to działa na rynku.

U nas zamiast wsparcia laktacyjnego dla kobiet wyrzuca się pieniądze na sztuczne mieszanki dla szpitali. W skali roku 80 mln złotych wyrzucanych w kosmos. Tyle było, ile teraz jest, nie wiem. Nic dziwnego, że potem matki odpuszczają, skoro mieszanka tylko czeka na podanie.

Bo karmienie proste nie jest. I łatwe też nie.  Ale po to mamy piersi. Dla wykarmienia potomstwa. Po to powstały w procesie ewolucji.

Przeczytałam dziś:
„- dziecko wciąż chce wisieć na piersi 
- O Boże, to faktycznie straszne!! To po co urodziłaś to dziecko? Żeby leżało w łóżeczku i ładnie wyglądało?”

Bo tak jest. Po co nam dzieci, skoro nawet nie chce nam się ich karmić? Wiem, że wygoda to najważniejsza sprawa w XXI wieku, ale dlaczego naszym dzieciom odbieramy to, co najlepsze?
Jak napisałam na początku, nie kupuję sobie ani rodzinie śmieciowego jedzenia drugiej jakości. Dlaczego przy dziecku nie zwracamy uwagi na jego odżywianie?

Jak czytam zachwalanie mm, bo po tym dziecko jest zdrowe to słabo mi (bo oczywiście kogoś innego po piersi było chore). Sprawdzone na grupie poznawczej. Bo słabe jest mówienie o zdrowiu dziecka gdy ma kilkanaście miesięcy, kilka czy kilkanaście lat. Na to potrzeba całego życia. Eksperymenty nad mm i dodawaniem sztucznych dodatków do pokarmu, by zrównać go z kobiecym pokarmem trwają …
Nie wiemy dziś, jaki będą mieć wpływ na dalsze życie dziecka. I na kolejne pokolenia. Alergia i astma dopada w każdym wieku. I nie wzięła się znikąd.

Odpowiedź na to czy nasze dzieci będą zdrowe przyjdzie kiedyś. Dziś jej nie znamy.Więc nie ma co się rzucać tam, gdzie nie ma potrzeby.

Pamiętajmy -  jedzenie MA ZNACZENIE!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz