niedziela, 17 maja 2015

o remontach i nie tylko

Nie mam czasu na notki.

Chociaż co nieco wrzucę.

Niezły jubel zrobili w mojej okolicy. Zachęcili do sportu -  rowerów i spacerów. Ostatnio stałam na przystanku autobusowym jak jakieś kiep i patrzę bezmyślnie na znak zakazu skrętu. Popatrzyłam, popatrzyłam i poszłam na pieszo.
Starszy zamiast do domu dojechał na Dębiec.
Wczoraj wsiadłam w tramwaj i sobie pojechał gdzieś indziej.
Ale nie będzie źle, tak ma być tylko do grudnia. Potem rozgrzebią następny etap. Bo robią do ulicy, a za ulicą też stan torowiska i dróg pozostawia wiele do życzenia.



  tu jeździły tramwaje, auta ...

wyrazy współczucia dla mieszkańców

Więc jak zobaczyłam spychacz i traktor na dróżce w lesie nad Rusałką gdzie lubię biegać, przebywać wraz z rzeszą krajan to jaśnista cholera mnie trafiła. Jeden gość jechał spychaczem, drugi z tyłu z grabiami. Na zapytanie po co odpowiedzieli, bym nie musiała biegać po błocie. wrrrr Najlepiej wszystko zaorać, wyciąć, zalać asfaltem. Wiem, że tylko wykonywali swoją pracę, ale wyżyłam się na nich i powiedziałam co myślę o ich pracy. Na pewno nie zostawiłam po sobie pozytywnego wrażenia, ale mam to w nosie.

Rusałka w paru odsłonach.


to białe na jeziorze to łabędzie


remont po polsku - wyremontujmy połowę ławki i będzie dobrze
prawdziwa oszczędność!

Jak zobaczyłam to poniżej .... słów mi zabrakło.




Fotki powyżej od strony jeziora. Z części spacerowej, relaksacyjnej. Relaksacyjnej w dzisiejszym czasie. W okresie II wojny światowej miejsce ludobójstwa więźniów z pobliskiego fortu....  a wcześniej niewolniczej pracy przy kopaniu Rusałki.

Kamloty zasypali po paru dniach jakiś popiołem. Będzie ciekawie jak spadnie deszcz. ech

Fotka dla Brata, który myśli, że biegam tylko po nudnym płaskim terenie. :))


te ogłoszenie powaliło mnie...
czad


Dziś była msza za moją śp. babcię, dziadka, wuja. Poszliśmy. Młody bez snu jęczał, wyginał się, przeszkadzał, usiłował dobrać się do mleka, wierzgał nogami kopiąc Starszego. Zdjęliśmy mu buty. Potem je założyłam, Tita odżył, bo myślał, że już koniec i bardzo wyraźnie zawołał do księdza pa-pa. Musiał być porównywalnie do nas wynudzony. Pękaliśmy ze Starszym ze śmiechu. I to był jedyny wesoły moment dnia, bo później mama obraziła się za doprawienie kotletów. Szczyt. Byłam bardzo bezczelna dodając przypraw do pieprzu i kopy soli. 

A potem sobie biegałam. 21 km dziś za mną. Przynajmniej psychicznie zresetowałam się po tym jakże miłym dniu.

Sprawozdanie z targów i nocy muzeów nie dziś.

Dopisek z poniedziałku.
Drzewa przy Żeromskiego już prawie wycięte. Zapłaciły za remont i to, że zostały posadzone 40 lat temu w niewłaściwym miejscu.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz