Pomknęliśmy dziś na V festiwal piwa do Szreniawy. Inauguracja dla Tity - pojechał pierwszy raz pociągiem (a właściwie autobusem szynowym, ale cicho sza....). :))
Młody po dniu biegania całkiem padnięty, śpi.
A i ja padłam na twarz, jak ostatnio co dzień, bieganie później było nieskuteczne, ledwo 5 km i do domu pokonana wróciłam. Bateryjki na wyczerpaniu całkiem.
Synek dochodzi do siebie. Powoli, powoli. Jakieś ok. 5 dni trzymały się go rewolucje, teraz na szczęście jest już lepiej. W piątek, gdy odebrałam go z placówki był ledwo - ledwo. O 17 bidulek zasnął już i spał nieprzerwanie do ok. 7 rano, budząc się w humorze i radosny.
Wczoraj zakupiliśmy kask na rowerek biegowy. Będzie się działo. I na meczu ze Ślunskiem nie byliśmy. Ale i bez tego jestem zdechła całkiem.
Patrzyłam już, czy to nie przesilenie wiosenne. A może wpływ biegania, do tego inny wysiłek organizmu w postaci karmienia, plus praca zawodowa w pełnym wymiarze, a po pracy samodzielna opieka nad niesfornym maluchem (babcia jest raz na ileś tygodni przez kilka godzin). Jak do tego dojdzie brak apetytu w ostatnich dniach, to może to da odpowiedź? Dziś moje BMI to niedowaga, ale nie zjem na siłę, bo i bez tego mam ostatnio mdłości jak zjem. Cóż, po 40 człowiek traci gwarancję. Się sypie. Na siłę jeść nie dam rady, poczekam aż będę mogła normalnie jeść.
Patrzyłam już, czy to nie przesilenie wiosenne. A może wpływ biegania, do tego inny wysiłek organizmu w postaci karmienia, plus praca zawodowa w pełnym wymiarze, a po pracy samodzielna opieka nad niesfornym maluchem (babcia jest raz na ileś tygodni przez kilka godzin). Jak do tego dojdzie brak apetytu w ostatnich dniach, to może to da odpowiedź? Dziś moje BMI to niedowaga, ale nie zjem na siłę, bo i bez tego mam ostatnio mdłości jak zjem. Cóż, po 40 człowiek traci gwarancję. Się sypie. Na siłę jeść nie dam rady, poczekam aż będę mogła normalnie jeść.
Tita miał fun z wyjazdu. Nabiegał się po muzeum w Szreniawie, chciał bardziej, ale rodziciele nie nadążali za synkiem i czasami trafiał do karnego jeżyka, tfu,do wózka :P.
Pogoda dopisała, deszcz był łaskawy nie padać, można było poleżeć na trawie, piwo wypróbowane, a do domu przyjechało inne. Imprezka fajna.
Tylko dlaczego te weekendy tak szybko kończą się?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz