niedziela, 26 kwietnia 2015

V festiwal piwa

Pomknęliśmy dziś na V festiwal piwa do Szreniawy. Inauguracja dla Tity - pojechał pierwszy raz pociągiem (a właściwie autobusem szynowym, ale cicho sza....). :))
Młody po dniu biegania całkiem padnięty, śpi.

A i ja padłam na twarz, jak ostatnio co dzień, bieganie później było nieskuteczne, ledwo 5 km i do domu pokonana wróciłam. Bateryjki na wyczerpaniu całkiem. 
Synek dochodzi do siebie. Powoli, powoli. Jakieś ok. 5 dni trzymały się go rewolucje, teraz na szczęście jest już lepiej. W piątek, gdy odebrałam go z placówki był ledwo - ledwo. O 17 bidulek  zasnął już i spał nieprzerwanie do ok. 7 rano, budząc się w humorze i radosny.

Wczoraj zakupiliśmy kask na rowerek biegowy. Będzie się działo. I na meczu ze Ślunskiem nie byliśmy. Ale i bez tego jestem zdechła całkiem.
Patrzyłam już, czy to nie przesilenie wiosenne. A może wpływ biegania, do tego inny wysiłek organizmu w postaci karmienia, plus praca zawodowa w pełnym wymiarze, a po pracy samodzielna opieka nad niesfornym maluchem (babcia jest raz na ileś tygodni przez kilka godzin). Jak do tego dojdzie brak apetytu w ostatnich dniach, to może to da odpowiedź? Dziś moje BMI to niedowaga, ale nie zjem na siłę, bo i bez tego mam ostatnio mdłości jak zjem. Cóż, po 40 człowiek traci gwarancję. Się sypie. Na siłę jeść nie dam rady, poczekam aż będę mogła normalnie jeść.


Tita miał fun z wyjazdu. Nabiegał się po muzeum w Szreniawie, chciał bardziej, ale rodziciele nie nadążali za synkiem i czasami trafiał do karnego jeżyka, tfu,do wózka :P.


Pogoda dopisała, deszcz był łaskawy nie padać, można było poleżeć na trawie, piwo wypróbowane, a do domu przyjechało inne. Imprezka fajna.
Tylko dlaczego te weekendy tak szybko kończą się?


wszędzie biegiem :))








 kocham <3



zachwyt :)))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz