piątek, 27 marca 2015

powrót do przyszłości

Młodszy synek coraz starszy. Za szybko rośnie. :(
Ostatnio zauważyłam, że usiłuje sam przykryć się kołderką.
Gdy rozrzuci coś na podłodze, idzie po szufelkę i zmiotkę by posprzątać.
Rozumie co do niego mówimy.
Z mówieniem kiepsko, bardziej mówi w swoim języku. Coraz więcej sylab, coraz więcej zlepków. I to na tyle.


O żłobku niewiele piszę, bo właściwie nie ma o czym. Codziennie słyszę, że jest dobrze. Wbiega radosny do pokoju do dzieci (stukając wcześniej do drzwi) i tak samo radośnie wybiega, pokazując mi palcem dekoracje. Teraz w szatni są zrobione przez dzieci kwiatki i stoi postać listonosza z kartkami, na które dzieci nakleiły, co by chciały dostać na zajączką (miałam ubaw, bo ktoś z dzieci nakleił danonki i telefon komórkowy :P) I są kolorowe obrazki i postaci z bajek. I wielki zając i pani wiosna i inne gadżety. I to wszystko przeżywając pokazuje.

Dziś pytałam się o jedzenie Tity. :P Tak jak w domu. Zajada wszystko, nie da sobie pomóc, wszystko musi sam i nie odpuści jak w talerzu jeszcze ziarenko kaszy zostało. :PP Młody wymiata. Zajadamy razem i nasza waga ruszyła. :P I moja i Tity do góry. :P

Jestem zmęczona po tygodniu. Wczoraj prowadziłam spotkanie dla blisko dwustu osób. Ponoć dałam radę. Co się nabiegałam i nazałatwiałam i nadrukowałam to moje.

Dziś zgłupiałam. Na przejściu stał facet. Stał na szerokiej deskorolce. Deskorolka miała cztery spore koła. Zapaliło się zielone światło, wcisnął pilota i deskorolka sama odjechała. Zbierałam szczękę z ulicy.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz