sobota, 21 marca 2015

o jedzeniu i "wypadkach"

Młody je właśnie kaszę jaglaną łyżeczką. Odwrotną stroną. I o dziwo trafia do buzi tą wąską częścią.

Większość paskudztwa po kubusiu (nie zasługuje to gie, by pisać nazwę z dużej litry tego pseudo soczku) zeszła mu, jednak nogi są całe zadrapane, same rany. Znowu kąpiemy się w emoliencie, bo skóra niesamowicie sucha. Taki badziew ...

Wczoraj młody spadł mi z kilku stopni schodów. Sturlał się. Oczywiście za rękę iść nie chciał, więc ciągnęłam obok wózek po wielu schodach. Nie udało mi się go złapać. Najadłam się strachu, ale nic sobie nie zrobił. Lekkie zadrapanie na nosku i ileś kurzu na buzi.

Niedawno też napuszczałam wody do brodzika. Obracam się, by schować buty, a ten rączkami wpadł do środka...

I nie mogłam ostatnio upchnąć wózka (muldy, piach, górka) i postanowiłam, że młodego pociągnę. Wózek wpadł w dziurę, obrócił się najpierw o 180 stopni a jak rzuciłam się na wózek, by młody nie wypadł uderzyłam młodego (na szczęście lekko) aparatem fotograficznym w głowę. Luby jak słyszy o moich wyjściach ... Kupię Ticie kask. Będzie z matką bezpieczniejszy.



W żłobku dobrze, jest zadowolenie i jest radość. To był dobry wybór.

Udało mi się w końcu dostać do mojego lekarza ostatniego kontaktu. Już szybciej do ministra bym się dostała... Badania dobrze, wyniki ok. Bilans blisko 2 lat karmienia piersią ok, mam jedynie więcej potasu dostarczać do organizmu. Jem więc banany i piję sok z pomidora. Mówiła też o suplementowaniu się witaminami, ale powiedziałam jej, że wolę naturalnie jeść warzywa i owoce. No i mam pamiętać o nabiale. W pierwszym momencie wystraszyłam się, że powie, że dziecko potrzebuje, więc mam spożywać, ale okazało się, że chodzi o mnie. Że ze mnie dziecko wyciąga, więc dla  siebie mam spożywać. I powiedziała, że tylko się cieszyć, że młody chce jeszcze pierś. Są jak widać lekarze którzy są za karmieniem piersią. :)))

Młody jest strasznie nienażarty. Mógłby jeść i jeść. Myślę, że obojętnie co by dostał, to by wszamał. Tylko widelec / łyżeczka furczy. Luby patrzy ze zgrozą, że będziemy tylko na jedzenie pracować bo nienażartych u mnie w domu więcej . :PP

I jedno dziwaczne zdarzenie. Wracam z młodym do domu. Zmęczona po pracy jak koń po westernie. Czekam na MPK, nie mam siły iść. Patrzę na zjawisko koło mnie. Kobieta. Solar. Niebieskie pomalowane rzęsy. Doczepka włosów. Nastroszona grzywka. Tipsy. Szpilki. Gada z kimś. Nagle tekst ... czy ktoś jej może pomóc pójść.
jeden facet ze zdziwieniem pyta ją:
- pani jest niewidoma?
- tak
Wytrzeszczyłam oczy.
Wzięła go pod ramię i poszli. Ona - szpilki na jakieś 8 cm.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz