niedziela, 1 marca 2015

Lotnik


Skok z 10 piętra.....
Próba nr 2.
--------
Sobota. Minęło południe. Telefon niemilknący. Kumpel. Odbieram.
- czy masz kota w domu? czy to twój kot jest pod klatką?

Wołamy w domu. Cisza. Alert. Luby zbiega. Przynosi naszego lotnika. Miauczącego i skarżącego się. Kulejącego. To nie był taki upadek jak niespełna dwa lata temu. Wtedy miała szczęście. Jedynie futro sobie przybrudziła.


Teraz jak ją zobaczyłam chwyciłam natychmiast za telefon, szukanie wete gdzie robią rentgen, ubieranie, wypad.. Kot apatyczny, zwijający się w kłębek, średnio reagujący. Obojętny. Obolały.

Sobota, niedziela, poniedziałek u weterynarza. Kroplówki. Lekarstwa - zastrzyki. Badania. Rentgen. Usg. Pobieranie krwi. 
Z wyników badań prócz krwiaków nic nie złamane, w środku nic nie pęknięte, łapki całe, cała miednica, cały pęcherz. Ma więcej szczęścia niż rozumu. Bo rozumu za grosz.

Człowiek gdyby spadł z takiej wysokości to by miazga z niego została.

Nie sądziłam, że tak ucieszę się, że kot będzie znów korzystać z kuwety. Albo z tego, że w końcu po dwóch dniach rzuciła się na jedzenie, bo dotychczas nawet przysmaki odrzucała.

Dwa dni po zdarzeniu (z zabandażowaną łapką bo ma tam nadal wenflon) wskoczyła na łóżko, z niego na poręcz. Stamtąd zeskoczyła.

Nie znam żadnego kota który by przeżył upadek z takiej wysokości. A już dwukrotnie to jest po prostu statystycznie niemożliwe.

Zdarzenia łatwo opisać, myśli, emocji i strachu nawet nie próbuję. Od paru godzin jestem spokojniejsza. Wierzę, że wyjdzie z tego.

Cóż, Małpiata znów przypięta zostanie w smycz dla psa. Skoro jest aż tak niereformowalna .... Myślę, że limit szczęścia wyczerpała.

Jutro wete cd.

Małpiata parę lat temu. Polowanie.



 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz