Ano z powodu takich perełek i zaleceń.
Karmienie określoną liczbę razy. Określoną liczbę czasu i z zegarkiem w ręku. W określonych odstępach. Z ograniczeniem godzin nocnych. Wszystko, co dziś w udanym karmieniu jest wykluczone, bo stosując się do tych cennych pseudo rad uzyskać można jedynie zmniejszenie liczby produkowanego pokarmu i głód dziecka. Ciemnogród wiedzy laktacyjnej. I wiele babć, ciotek i matek nadal wierzy w te brednie, próbując krzewić swoją "wiedzę".
No ale brak mleka musieli czymś uzupełnić. No to walili w nas glukozę, a czasami nawet posiłki zapychali mąką.
Półtorej łyżeczki cukru w 100 ml? Wiecie ile to jest? Czy ktoś ma jakieś wątpliwości skąd wzięły się nasze problemy z zębami i próchnicą? I często z nadwagą?
I od 2 tygodni życia rozpoczynali podawanie soczków!
Cóż, dodajmy do tego słynne 3 miesiące, po których mamy przestawały nas karmić. Bo pokarm się skończył. W magiczny sposób na pstryknięcie.
A on nie kończył się, ale następował jeden z kryzysów laktacyjnych, zwykłej sprawie przy karmieniu, który jest zwiększonym zapotrzebowaniem dziecięcia na pokarm. Który by minął po paru parę dniach przystawiania dziecięcia do piersi.
Wątek karmienia piersią będzie pojawiał się. Mam ciekawą perełkę z 1954 roku i rozprawię się z nią.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz