czwartek, 4 września 2014

babajaga

Kto mnie zna wie, że czasami nazywana jestem czarownicą.
I to bynajmniej w owym przypadku nie o facjatę mą tu chodzi, ani fryzurę czy tam jej brak :P.

Po prostu są rzeczy o których nie śniło się filozofom.

Są rzeczy niezbadane jeszcze na naszym padole.

Stopień wykorzystania przez nas mózgu jest znikomy.

Mój lata temu działał na swoich zasadach. Nieprzewidywanych. W snach pojawiała mi się przyszłość. Moja, moich bliskich, znajomych. Wesoła i straszna. Śmierć mojego taty, osoby wówczas 38 letniej i nie chorującej wyśniłam dwa tysiące km od Polski, gdy byliśmy na wakacjach bez niego. Parę dni później stało się to faktem.
Śniły mi się oceny, które otrzymywałam.
Śniły mi się osoby, których nie widziałam X lat i o których nie pamiętałam, że istnieją, by kolejnego dnia je spotkać.
Potrafiłam wyśnić kontrolę i mandat drogowy (pół godziny po śnie). Kontrolę nie mojej osoby. :P
Ciążę.
Związki.
Ba, nawet dokumenty służbowe, że przyjdą z Warszawy. I przychodziły.
Sny które ocierały się o śmierć były straszne. Do dziś mnie wzdryga na wspomnienie.


Była też telepatia. W różnych wymiarach. Kiedyś postanowiłam, że poproszę kumpelę mieszkającą na Wyspie, by poszukała w lumpku kurtki zimówki dla syna. W ciągu dnia sms, że kupiła kurtkę. No to ja do niej piszę, że chciałam ją o to poprosić, ale chyba smsa nie zdążyłam wysłać? I ta odpowiedź: nogi mnie same zaniosły. Wiecie, że Starszy chodził w tej kurtce kilka lat? Była rewelacyjna.

Po pierwszym porodzie i rzuceniu się w wir macierzyństwa stanęłam trochę na nogi. Mój świat psi wyparty został przez realizm życia. Ale wraz ze wzrostem dziecka dziwactwa zaczęły powracać. Wiedziałam, że ta i ta osoba pisze do mnie sms. Szłam do telefonu, brałam słuchawkę, patrzyłam, że nic nie ma. Odkładałam, a sms przychodził. I tak w ciągu dnia non stop. W pracy w biurze wiedziałam, który telefon dzwoni do mnie i kto tam po drugiej stronie jest. Niektórych to przerażało. Sny wróciły, ale na mniejszą skalę.

No i miałam ręce, które leczą. Można wierzyć, nie wierzyć, ale tak było. Teraz nie ćwiczę tej sztuki, więc nie wiem, czy działa.

Druga ciąża przyniosła wiele atrakcji. Przede wszystkim bliskiego kolegę imieniem Alzheimer. Pięknie poczyściła moją pamięć z rzeczy potrzebnych i niepotrzebnych. Pozwoliła mi zresetować się z przeszłości nie jątrząc czego już jątrzyć nie trzeba.
Dziś śpię za krótko, by odtworzyć sny. Paradoksalnie, cieszy mnie to. Cieszy mnie, że nie wiem, co w nich jest. Bo bywa, że nawet fragmenty przedostają się do mojej świadomości i przerażają mnie swoją treścią.
Nie cierpię snów alegorii. 

Dziś mój świat psi jest zepsuty. Jest małe dziecko, znów podchodzę do życia bardziej odpowiedzialnie.

Ale świat obłędu i dziwactw istnieje. Wchodzą do niego czasami także domownicy.
W jeden z poniedziałków kupiłam sobie Angorę. Po paru godzinach sms, że mój mi kupił Angorę. Hmm no to zapytam mamy, może dla siebie nie kupiła jeszcze egzemplarza to jej oddam. Niestety, kupiła.
Zgarnęłam po południu dwa egzemplarze i wymieniłam w sklepie jeden egzemplarz na inne czasopisma. Po południu dzwoni Starszy, że był w sklepie i chciał mi gazetę kupić! W tym samym, ale sprzedawczyni powiedziała, że miałam już dwie. :PP A nigdy sami nie kupili mi gazety, a tu pospolite ruszenie.

Ostatnio miałam ochotę zakupić pieczywo do domu, ale dobrze, że tego nie uczyniłam bo w domu były trzy bochenki (kupione przez Starszego i Lubego).

Z Lubym potrafimy w ten sam dzień ten sam proszek do prania kupić.

Ostatnio zażyczyłam sobie na obiad kotlecika, a ten już się robił. :P

Jak to napisała moja szefowa: ty złe moce wydzielasz. już to zostaw i idź do domu.

Jak to dziś napisał Luby. ty wiedźmo ja tu patrzę czy sms przyszedł wyciągam telefon z kieszeni i sms przychodzi

Jam częścią tej siły co wiecznie zła pragnąć wiecznie czyni dobro. hehe

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz