1 września 75 lat temu dla pokolenia moich dziadków czas stanął w miejscu. Ich dotychczasowe życie zakończyło się. Beztroskie wchodzenie w dorosłość zostało brutalnie przerwane.
Co nie oznacza, że ich wcześniejsze losy były sielanką i radością. Praca rozpoczynała się wcześnie. Nie było sentymentu. Nie było głaskania po głowie.
Co nie oznacza, że ich wcześniejsze losy były sielanką i radością. Praca rozpoczynała się wcześnie. Nie było sentymentu. Nie było głaskania po głowie.
Dziś już nie mam kogo zapytać się o losy wojenne. Dziadkowie nie żyją. Wszyscy zmarli. Nadal nie dociera do mnie, że babcia nie żyje. Nadal widzę ją i myślę, że ten obraz pozostanie w mojej głowie do końca życia. Obraz, jak siedzi na fotelu przy oknie i wpatruje się w drzwi, kto przybył z odwiedzinami. Mam nagrane opowieści obu babć na kamerze. Mam kawałek historii, której nie wolno zapomnieć. Którą należy ocalić od zapomnienia. Dla mnie historia jest ważna. Nie można przechodzić obok niej obojętnie. Kto ignoruje historię skazany jest na jej powtórzenie.
Mój dziadek zakończył edukację na szkole podstawowej. Bo nie było pieniędzy na jego szkołę. Bo jego praca była potrzebna. I nieważne, że dziadek było fenomenalny, że miał talent. Że matematykę miał w małym palcu. Że liczył lepiej i szybciej w głowie, niż my byśmy nastukali na kalkulatorze. Jedyne co żałuję, że nikt z nas, wnuków, a jest nas kilkanaścioro, nie odziedziczył po nim tak sprawnego matematycznego umysłu. Tak on, jak i babcia, oboje nastolatkowie wyjechali na roboty przymusowe do Niemiec, gdzie przez okres blisko 6 lat pracowali za bezcen, tracąc najfajniejsze lata młodości. Dostając w zamian pożywienie i dach nad głową. Po wojnie wracając na ziemię polską, na furmankach mijali leżące w rowach zwłoki, a czasami też po nich koła przejeżdżały. Wracali. Budowali swoje życie od nowa, często nie odnajdując wielu ze swoich rodzin.
Druga babcia w momencie rozpoczęcia II wojny światowej miała 11 lat. Mieszkała z bratem i rodzicami w Zaleszczykach na Podolu, które wtedy należały do Polski, nie Ukrainy. W pięknej miejscowości na Kresach Wschodnich nad Dniestrem. W miejscowości tak cieplej, że uznany był za przedwojenny biegun ciepła, gdzie hodowano winogrona i pomarańcze. Gdzie pociągami przyjeżdżali letnicy na wczasy do słynnego kurortu. W sielankę tą wplatają się historie walk, mordowania mieszkańców, zsyłek i masowych morderstw. Ucieczek do Rumunii przez słynny most.
Drugi dziadek w 1939 roku, również jako nastolatek pracował u niemieckiego gospodarza.
Dziadkowie moi dnia 1 września 1939 r. mieli lat: 19, 17, 15, 11. Nikt ich nie pytał, czy chcą dla siebie takiej przyszłości. Czy chcą poświęcić swoją młodość. Nikt nie pozostawił im wyboru. Nikt nie głaskał po głowie. Nikt nie miał litości.
Dziś, kilka pokoleń dalej jest już inny świat. Młodzież, butna i nastawiona na wszystko mi się należy, nie muszę tego robić, zrób to sam, niech on to zrobi, ja mam prawo do wypoczynku, ja mam wakacje, czas wolny.
I chociażbym nie wiem, jakie lektury dawała synowi do przeczytania nie zrozumie historii, która zdarzyła się. To co przeczyta nie zapadnie w pamięć na dłużej. Bo to nie jego historia. Bo urodził się w wolnej Polsce. Bez granic, bez cenzury w systemie rządów prawa.
1 września to nie rocznica wybuchu drugiej wojny światowej. To rozpoczęcie roku szkolnego. Koniec wakacji. Koniec relaksu i laby.
Mamy dziś wszystko o czym marzyli nasi dziadkowie. Mamy niepodległe i wolne państwo. Mamy wolność słowa, sumienia, wyznania i w ogóle i w szczególe. Zakończyły się lata niewoli i podległości pod mocarstwo sąsiadów. Mamy więcej jedzenia, niż jesteśmy w stanie zjeść. Mamy dziesiątki rzeczy i bibelotów, których nie potrzebujemy. Mamy tyle ubrań, że zagracają nasze szafy. Mamy przydatne urządzenia domowe, które ułatwiają nam pracę. Mamy prąd w domu. Ciepłą wodę w kranie przez całą dobę. Mamy w domu ciepło. Mamy wszystko i nie mamy nic.
Bo czasami mam wrażenie, że mając wszystko - bo mamy wszystko, jesteśmy mniej szczęśliwi niż dziadkowie, którzy walczyli o każdy dzień życia.
Bo czy tak naprawdę mając wszystko jesteśmy od nich szczęśliwsi?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz