Do dziś zdarza się, że jeżdżąc autem już w realu czuję się jak w tej grze, irracjonalnie, w świecie duchów i zjaw, w świecie pustki i samych świateł ulicznych lub dalekiego miasta, na planecie bez ludzi, innych aut, w świecie mgły, śnieżycy, zawiei śnieżnej, w ścianach deszczu.
Ale są też inne sytuacje na drodze. Gdzie towarzyszy mi drugi człowiek.
Moje prawko ma kilkanaście lat. Kilkanaście lat, co prośbą i oczami Shreka uchroniłam się od dwóch mandatów. Plus jedne pouczenie na lotnisku i jedna sytuacja, co na zatrzymanie lizakiem (ach, jak niebieski podskakiwał na drodze) nacisnęłam na gaz i uciekłam. Owszem, miałam przygody i nokaut auta, jakieś obrysowania, rysy, ale zawsze na parkingach, przy garażu, wjeżdżając w żywopłot, nie mieszcząc się gdzieś. Na drodze nigdy rysy.
Mimo, że jeździłam jak szajbus. Ścigałam się z tramwajami, autobusami, nie raz bym była sprasowana na miazgę.
I zawsze udawało mi się wyjść bez najmniejszej rysy.
Bo nie mówię o sytuacji co raz pod domem panie z Oświaty wjechały we mnie ślizgiem na lodzie.
Pomimo tego, że rocznie robię około 10 tysięcy km mam wrażenie, że jest ze mnie coraz gorszy i gorszy kierowca. Że jeżdżę coraz bardziej beznadziejnie.
Dziś mój wykopał mnie i dziecko z domu, bo robił prace balkonowe i byśmy z dziecięciem przeszkadzali.
No to wsiadłam w auto i ruszyłam z Titą. Przed siebie.
Pierwsze mega hamowanie miałam w szczerym polu. Szczere pole nie okazało się całkiem szczerym polem, bo trwały tam roboty drogowe i ruch wahadłowy jednostronny i nie zauważyłam, gdy auto przede mną stanęło. Najpierw stanęły włosy moje dęba, ale potem noga w japonce jakoś wyhamowała. Ledwo wyhamowała. Człowiek ma więcej szczęścia niż rozumu. Pocieszeniem było, że ktoś w tym wszystkim był bardziej beznadziejny niż ja. Gdy z naprzeciwka auta zostały przez drogowca zatrzymane, my dostaliśmy zezwolenie na jazdę po tym jedynym czynnym pasie. Okazało się jednak, że ktoś z naprzeciwka nie chciał się z tym pogodzić, po zamkniętej i remontowanej części drogi i za pachołkami pędziła w tumanach kurzu nieużywanej drogi inna prawdziwa blondynka. Całą gębą blondynka. Daleko nie dojechała.
Moi ulubieni kierowcy to jeżdżący poboczem. Nigdy ich nie zrozumiem, chociaż chciałabym poznać wytłumaczenie tego zjawiska. Skoro tak chcą być bliżej natury, to niech jadą lasem lub polem, wtedy zbliżą się jeszcze bardziej. Zgodnie z kodeksem drogowym taka jazda jest ZABRONIONA. Pas awaryjny nie służy do jazdy!
Druga grupa faworytów to wyjeżdżający z pobocznej drogi przed maskę powodujący konieczność wciskania hamulca i potem wleczący się tragiczną prędkością, których i tak trzeba wyprzedzić, lub skręcający za niedługo w kolejną boczną drogę. Dlaczego wyjeżdżają przed maską i trzeba hamować, skoro spokojnie mogą to zrobić za moim autem, za którym nikt już nie jedzie ... zaiste zagadka dla mnie.
Trzecia grupa to chamy. W drodze powrotnej jeden z przygłupów światłem dawał mi sygnał, bym zjechała. Pewnie do lasu, bo przecież jak ma się super furę, to się nią mknie, a taki człowiek ze 110 zawadza na drodze i ma uciekać przed paniczem. Przed wysepką stwierdził, że wyprzedza mnie - szerokiej drogi. Drżyjcie i zjeżdżajcie. On ma pierwszeństwo na drodze.
Czwarta ulubiona grupa to osoby, które bez żadnej zrozumiałej przyczyny wleczą się na drodze mając na liczniku sporo mniej niż można jechać, powodując za sobą ogonki oraz co najgorzej wciskający hamulec w najmniej oczekiwanych momentach. Jazda za takimi to gaz z hamulcem na przemian, bo ich zamysłu nikt nie pojmie. Ja też nie pojmuję, kto dał im prawo jazdy. Tych mijam najpierw, bo boję się za takimi jeździć.
Piąta grupa to debile. Na czwartego, piątego, byle do przodu. Pożałowałam dziś, że nie mam w aucie kamerki, bo na pewno filmik bym posłała do policji. Jechał w grupie aut taki frustrat i idiota, co wyprzedzał na podwójnej ciągłej jadąc po drugiej stronie wysepki. Aż tak biedak się spieszył, że aż pod prąd musiał ... Pewnie miał ciśnienie w pęcherzu przeogromne ... Debilom i chamom na drodze mówię nie! Chce się ścigać, niech jedzie na Tor Poznań. Szerokiej tam trasy. A nie zagrażając życiu niewinnych osób.
Pod domem miałam drugie hamowanie. Na rondzie z pasa tylko na wprost gość stwierdził, że jednak prosto nie chce jechać, a chce skręcić, więc przed maską moją nagle zatrzymał się. I mój biedny japonek ponownie był w akcji. Kapucyn bosy.
Dwa razy w ciągu paru godzin tak hamować.... Za dużo jak na mnie.
Ale i tak warto było jechać. Dla takiego obrazu wariatów pozytywnych zawsze.
pozytywni wariaci znad Gwdy <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz