środa, 30 lipca 2014

come back

Moje dziecię starsze powróciło domowo. Jaki to cudny widok widzieć go siedzącego z przodu autokaru, wesoło machającego do mnie i uśmiechniętego.
Wysoki, z perfekcyjnie zrobioną fryzurą (tak, tak nawet suszarkę chciał zabrać na wyjazd). I sprawdzanie w lustrze, czy fryzura trzyma się tak, jak powinna. :P

Prezenciory przyjechały.
Nawet kot dostał puszeczkę żarełka. Do puszeczki doczepił się Tita, jak spojrzeliśmy, to kotu wyjadał. o_O

Dostałam 5 ołówków do swojej kolekcji. Kto mnie zna wie, że zbieram. :)
Przyjechało dla innych piwo, wódka, jakieś żarełko, pocztówki.

Miałam ubaw.

Syn, bałaganiarz notoryczny, gubiący wszystko, co tylko można zgubić, z głową w chmurach udokumentował fotograficznie wyjazd, co już samo w sobie jest szokiem, bo w nosie ma fotografię wszelaką, sfotografował wypisane pocztówki, gdyby miały nie dojść, kody pocztowe posprawdzał sobie w necie, sfotografował porządek na półce na CB, na powrót poskładał w kostkę swoje rzeczy (szoook), niczego nie zgubił, a jeszcze tak się rozporządzał finansowo, by zostało mu jak najwięcej, bo zbiera na mega fotel komputerowy. Hmm, ja za tyle pieniędzy na pewno bym nie kupiła. :)












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz