piątek, 29 stycznia 2021

przypowieść o węchu

To będzie długa opowieść.


Od 22 października zauważyłam, że nie mam węchu. Czwartek. Wieczór.

Otwierając wtedy słoiczek z czarnym bzem (robiliśmy choremu Młodemu syrop) standardowo powąchałam a tu nic.

Mówię do Małża, że nie czuję.

Nie uwierzył.

Wyciągnął wódkę.

Zero.

Piwo.

Zero.

Chemia.

Zero. 

Spojrzał wtedy na mnie z tym spojrzeniem. Patrzę na Covidowca.

Śmierdziel okrutny dezynfekcja do rąk - zero nic.

Ten sam dzień kiedy Trybunał Konstytucyjny wywołał wojnę światopoglądową.

Nie uczestniczyłam w protestach.

Zaszyłam się tam, gdzie mogłam.

Całe tygodnie nic nie wróciło. 

Po długich tygodniach migawki. Czasami. Na chwilę i znów zero. 

 

Kilka razy załatwiłam się na cacy.

Bo po takim odkryciu potem notorycznie się wszystko wącha. Czy węch powrócił.

W ten sposób wąchając domestos przeżarł mi gardło, ale i tak go nie poczułam.

W jeden dzień przed świętami przydługo sprzątałam w łazience. Domestos, mleczko do zlewu, środek na pleśń, płyn do czyszczenia fug, psikacz na części metalowe. Sześć czy siedem różnych środków z fantazją ułańską wylałam gdzie popadło.

Teściowa mówi do mnie sama chemia. Pokiwałam głową, no skoro wylewam to jak nie ma być chemia. A ona mówiła o stężeniu.

A ja myślałam że tylko stwierdza fakt. Nic nie czułam więc ogrom czasu tam spędziłam. W zamkniętym prysznicu pucowałam i pucowałam. Wieczorem myślałam, że łeb mi pęknie. Umierałam. Mąż ze mną musiał wyjść na powietrze i przejść się po polach bo myślałam że umrę.

Zrobiłam m.in. teścik. Mąż zawiązał mi oczy i do szklanek wlał dwa piwa. Lech Pils i Żubr. Nienawidzę Żubra. Żubr śmierdzi okrutnie. Jest wstrętny. Próbuję. Nic. Jedno drugie. Drugie pierwsze. Smakuję i smakuję. I w końcu wybrałam. Powiedziałam że chyba ten ... bo ma większą goryczkę. I wygrałam! Ale z zapachem przegrałam.

Święta.

Pierwszy raz w życiu nie czułam, że piekę pierniki. Zero zapachu. Zero zapachu grzybów. Zero zapachu świąt. Makowce, rogale bez zapachu.

I czasami raz na jakiś czas migawka jakiegoś smrodu. Taki sam smród na poduszkę, na wykładzinę, na dworze, w łazience. Teraz w tym momencie czuję to samo. Dziwne. Nawet nie potrafię stwierdzić do czego to porównać.

Chyba to było w zeszłym tygodniu kiedy domownik mnie przetestował. :DDD

Zostałam zawołana do pokoju obok czy coś czuję. Ostro wąchałam i wąchałam i pytam czy coś się pali.

A tam ponoć był pierdzioch śmierdzioch okrutny. :DD

 

Łazienka jeżeli ma jakikolwiek zapach to też takiej dziwnej spalenizny. 

Krótko mówiąc można przy mnie od dawna prukać. :D

Można przy mnie nie myć się. :D Gorzej, że sama nie wiem czy sama nie śmierdzę, bo niby skąd mam wiedzieć. Nie wiem, czy w pokoju, w którym siedzę nie śmierdzi, bo nie jest otwarte okno. Nie wiem, jak jest z moim miejscem pracy, ale często wietrzę, bo kto wie.

Wczoraj wąchałam stopy dziecka bo nie wydawały mi się czyste. Zero.

:D

Hitem było, jak Małż stwierdził, że na święta ma mu kupić perfume. Wybuchłam wtedy śmiechem. Dopiero po chwili zrozumiał, że jak mam kupić, jak nie czuję zapachów? Ale podjęłam wyzwanie. To był hit. W maseczce, gdzie obsługa demonstruje zapachy na pasku gdzie by cokolwiek poczuć musiałam ostro wąchiwać. Potem zapytałam obsługę, czy mogę sama. Pozwolili. I schowana podnosiłam maseczkę i psikałam ostro na pasek i wystawiałam milimetr od nosa. Coś kupiłam ponoć ok ...

Szampon czuję jak przystawię pod nosem i wciągam ostro powietrze.

W pracy któregoś razu koleżanka pochwaliła się, że kupiła jakiś zapach. Popsikała mi i mówi, że prawda że ładnie pachnie? A ja powąchałam i stwierdziłam tak, tak. :D Zero. Uwierzyłam na słowo.

Bo w pracy nie przyznałam się, że nie czuję. Myślałam, że szybko powróci. A tu Gucio.

No i do dziś nie czuję środków dezynfekujących . Kiedyś przeszkadzało mi jak miałam w pracy dezynfekcję telefonu. Koleżanka zmieniła ten środek na inny i cyklicznie mówi po dezynfekcji, że czuć sam alkohol. Nie wiem, o czym ona mówi. :D

Jedzenie nie ma zapachu. Kawa jest pyszna ale zapachu nie ma.

Kilkakrotnie spaliłam coś na patelni bo zapomniałam, że coś wstawiłam.

 Na palcach jednej ręki potrafię zliczyć przez ten czas ile poczułam świeże pieczywo.

Dwa razy papierosy. 

Teraz od kilku tygodni czasami i coraz częściej mam migawki. Czuję chwilę cokolwiek i znowu znika. Ale coraz częściej.

Spisałam powyższe dla pamięci. Od czasu ciąży - w wakacje będzie 9 lat miałam koszmarny węch. Straszny. Czasami musiałam wstrzymywać oddech bo mi przeszkadzało. A teraz sezon grzewczy palą w piecach wszystkim i nic. Z poprzednich sezonów pamiętam miejsca, gdzie jeździłam i tak śmierdziało, że wiele razy przeżyłam zgrozę, że pali mi się auto. 

Jako objaw mam to. Bo test miesiąc zrobiony miesiąc później wykazał, że jestem negatywna.

I długo miałam mgłę covidową. I z tym musiałam się ukrywać. Ale mózg prawie wrócił do standardowego Alzheimera.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz