Zdrowotnie nas zmiotło.
W czasie słynnego koronawirusa w domu ostał się zdrowy jedynie kot.
Oglądamy coś w tv.
Luby mi wręcza termometr. Władam pod pachę, wyciągam po pewnym czasie.
Kurde źle trzymałam.
Wpycham pod drugą pachę. Po jakimś czasie przypominam sobie, że młody miał mieć zrobioną inhalację.
Pędzę do kuchni i przypomina mi się że mierzylam sobie temperaturę. Zaglądam pod pachę. Nie ma. Rozglądam się wkoło. Nie ma termometru. Obmacuję siebie. Nadal nie ma! Luby wstaje. Młody wstaje. Poszukiwania na łóżku. Szukamy w trójkę. Ani śladu. Łóżko, koce, poduszki - WSZĘDZIE!
Luby patrzy na mnie i pyta: serio?
Obmacuje mnie. Nie ma.
Robię podskoki w kuchni i nagle odczuwam zgubę. Spod prawej pachy odnalezione przy lewym biodrze. I temperatura hit 36,4.
Kurtyna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz