wtorek, 30 lipca 2019

Kartka z kalendarza - lipiec

Przyjaciółka moja zakwestionowała, że wpisów brak. Padła nawet jakaś tam liczba niepisania.

Zyję, żyję.

Młodszy zakończył etap pierwszego wiejskiego przedszkola. Od września pełni emocji zaczynamy kolejną przygodę bliżej domu.
Rozpoczął wakacje. Pierwsze 4 tygodnie spędził z pierwszą babcią.
Teraz razem z Lubym jesteśmy  na urlopie.
Trochę jesteśmy tym faktem wstrząśnięci, bo że dwa tygodnie?
W zeszłym roku byliśmy rozdzieleni bo prace w domu.
Dwa lata temu dostałam tylko  kilka dni.
Wiem, wiem.
Wiem co mówi kodeks pracy.
Ale kodeks pracy nie mówi też, że trzeba w określonym miejscu pracować.
A czasami są potrzeby pracodawcy.
W tym roku wprowadzili przepis z zfśs wymuszający 14 dni do świadczenia.
No więc wypisałam i dostałam.
I składam ręce by nadal żaden tel z pracy nie zadzwonił.

Uwielbiam tu mieszkać.
Uwielbiam obserwować naturę.
Uwielbiam swój ogródek.
Przechodzę etapy robakowe.
Bo kiedyś wrzeszczałam okrutnie na widok biednych robaczków.
Teraz już dżdżownicę biorę w palce.
Zbieram mrówki również czerwone palcami.
I duże i małe czarne również.
Wydałam im wojnę.
Mieszka ich tu chyba milion i pomimo prób zasugerowania, że ich liczba nie jest mile widziana i środkom na mrówki przenoszą sie obok i obok. A że upodobały sobie ogródek i moje biedne pierwsze roślinki tego wybaczyć im nie mogę.
Wrzeszczałam z powodu robakow tylko dwa razy.
Raz coś pełzło w nocy po mojej nodze i jak pacnęłam to tylko się przemieściło dalej (czytaj cma).
I raz skarabeusz którego chciałam wyrzucić postanowił nie oderwać sie od rąk.

Uwielbiam  to miejsce.
Te pola.
Teraz żniwa, snopki związane, pola po  horyzont.
I tu biegam sobie i ćwiczę.
Wypoczywam i czytam książki.
I jest mi dobrze, pomimo że alergia postanowiła sobie  o mnie przypomnieć i w godzinach porannych dokopać mi.
Ale się nie dam.

Z innych spraw dziś złom został wreszcie wywieziony. Syn dojrzał, że naprawdę nie wkurza tylko własnej rodzicielki, ale wszystkich naokoło trzymając złom po aucie rezbebeszony na poboczu drogi. Mieliśmy juz wizytę pań z urzędu i policjanta, który otrzymał 4 zgłoszenia.
I dziś auto i to nawet bez kół zostało wciagnięte na lawetę i  ruszyło w swoją ostatnią podróż do huty. Hmm znając Polakow kto wie, czy to ostatnia podróż.......
Dla mnie najważniejsze że pudła nie ma! Nie straszy! I nawet razem ze złomem pozbyłam się innych gratów wrzuconych przez dziecię do ogrodu.
A jak bronił rur przed wyrzuceniem, bo myślał ze to z jego wydechu i odsprzedać jeszcze można.
A to był pocięty jeden słupek z płotu.... Z Lubym spłakaliśmy się ze śmiechu, że myślał, że to część golfa i dumał tylko, dlaczego taka zardzewiała?


Czas więc niech trwa, z postów czeka uzupełnienie bilansowe Młodszego i sprawozdanie z roku w przedszkolu (zerówce).

A póki co zmykam do książki pani Kordel.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz