24 października minął rok od zabiegu.
Czy widzę idealnie?
Nie.
Czy żałuję?
Tak, żałuję.
Załuję, ... że wcześniej sobie tego zabiegu nie zrobiłam.
To jest najwspanialsza rzecz, jaką sobie zafundowałam.
Przestałam być ślepa.
Otwieram oczy i nie muszę niczym wspomagać się.
Ostatni raz soczewki miałam na oczach po zabiegu, ochronne. Rok temu.
Nie wiem kiedy minął ostatni rok.
Kiedy ten czas tak przeleciał.
W szaleństwie pomiędzy sprzedażą, kupnem, kredytem, pracą i dziećmi, ślubem i niekończącymi się zakupami do nowego domostwa, nowym przedszkolem, nowymi problemami nie wiem, kiedy ten czas minął.
Cyklicznie przymierzam wszystkich okulary. Bo sprawdzam, czy w któryś będę widzieć lepiej.
Jak widzę?
W bezpośrednim otoczeniu (dom, ogród idealnie).
Czytanie patrzenie na druk, idealnie.
Na drodze auta światła idealnie.
Gorzej z tablicami informacyjnymi.
Ale też nie wiem, jak je widziałam wcześniej. Przecież sokołem nigdy nie byłam.
Źle widzę w nocy.
Ale nie wiem, czy przed zabiegiem też nie jeździłam w nocy gorzej.
Możliwe, jak miałam psychotesty na kierowcę to były uwagi że mam problem z widzeniem zmierzchowym.
Widzenie w pracy? Idealne.
Widzenie do sprzątania pyłków i śladów pyłków w domu? Idealne.
Miałam teraz kontrolę.
Byłam przekonana, że będę pomimo wszystko wspomagana jakimiś okularami.
Ze coś na oczach wyjdzie.
Z badań kumputerowych wynika, że widzę idealnie.
Z tablicy odczytuję to, co powinnam widzieć.
Może nie powinnam marudzić, a ćwiczyć wzrok.
Fakt faktem jest, że sporo czasu wpatruję się w nośniki. Lapek, ekran w komputerze, telefon.
Jak byłam na wyjeździe kilkudniowym oczy widziały lepiej. Więc sami sobie serwujemy niewidzenie....
Podsumowanie może być tylko jedno.
Jestem zachwycona.
Tym, że nie jestem już kretem.
Ze mogę iść na basen, normalnie pływać i widzieć, gdzie jest moja rodzina.
Ze mogę iść na zjeżdżalnię z dzieckiem.
Krok pierwszy rok później. 💓💚💙💙💛💛
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz