Wczoraj. Kupujemy lody.
Podchodzę do lodówki.
Czytam.
"lody pożeczkowe na śmietanie"
Buzia skrzywiła mi się.
- "porzeczka piszemy przez erzet" mówię do sprzedawcy
- tak?
- tak
Zajadamy lody. Patrzę. Sprzedawczyni zmywa napisy, pisze poprawnie.
Wczoraj przyjechały meble.
Łóżka, dodatki i te sprawy.
Syn wysyła mi zdjęcie protokołu dostawy.
" dokumentacja uzgodniona wraz z klijętem"
o żesz ty orzeszku, moje oczy!!!!!!!!!!!
Piszę dziś z byłą teściówką.
"Błarzej zmienił termin przyjazdu do Ryb"
o w mordę
Wczoraj. Odkładam telefon prywatny, bo dzwoni komórka służbowa. Walczę z torebką, szukam ****** kto znowu dzwoni!!! Odbieram, słyszę siebie.
Że co? Jak to siebie?!
Patrzę na jeden telefon i drugi, no tak z prywatnego zadzwoniłam na słuzbowy. I nawet odebrałam.
A dziś na skrzyżowaniu kogoś auto pięknie było wkomponowane w słup. Po prostu w niego się wbiło.
Jak cudnie.
Mój pracownik mściwie bada temperaturę w swoim pokoju. Dziś miał 36,2. Zbliża sie do temperatury ciała. I wilgotnośći 37,9 % Cokolwiek to znaczy.
Ktoś chciałby tam popracować? Wątpię.
Nienawidzę tych gorączek.
Tak sie żyć nie da.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz