niedziela, 26 listopada 2017

O zakazie handlu

Nasi rządzący - mądrzy inaczej - zadecydowali o powolnym wygaszaniu handlu w niedziele.

Nieistotne, że jesteśmy krajem na dorobku.

Że PKB na Polaka stawia nas na ok. 68 miejscu na świecie.

Może popatrzmy jeszcze na dług publiczny?

Przekroczył kwotę 1 000 000 000 000. Bilion złotych.

Ile to na jednego Polaka?

Każdy z Polaków, w tym dzieci też, zadłużeni jesteśmy na 26 tysiące.

Jesteśmy daleko za Europą Zachodnią.

A chcemy udawać, że u nas jest tak super. Super rozwój. Prężna gospodarka. Niskie bezrobocie. Wysokie wynagrodzenia. Tak dobrze,
jak nigdy.

Mamienie, że można w niedziele zamknąć sklepy. Jak na Zachodzie.

Tylko, że my pracujemy więcej, by zarobić na podstawowe potrzeby. Na zwykłe życie i kredyty. Bo to nam,  Polakom nie starcza do 30-tego. Niemiec, Szwajcar, Norweg nie ma tych problemów.

Nie przemawiają do.mnie argumenty, że zakupy mogę zrobić w tygodniu.

Otóż nie mogę.

Nie jestem emerytem. Nie jestem bezrobotną.

W tygodniu kupię drobiazgi.

Najczęściej pracuję po 9 godzin. Od poniedziałku do piątku. Lubego widzę po 5 rano i  przed północą. Ja na I zmianę, on na II. Po pracy co dzień wybiegam, by ledwie  zdążyć do przedszkola do 16. Zgodnie z umową i deklaracją. Nie można się spóźnić.

W tygodniu nie mam auta, bo Luby zaprowadza młodego do przedszkola, wraca do domu, gotuje i sprząta i na drugą zmianę jedzie do pracy. Za Poznań.

Do najbliższego sklepu - lidl, biedra mam dokładnie 2 km.
Tym sugerującym zakupy w tygodniu dałabym na plecy zmęczonego i jęczącego synka po przedszkolu (lub wiszącego na ręce) i wysłała na zakupy. Do Biedry nie ma żadnego dojazdu autobusem. Trzeba iść na pieszo. Do Lidla dwie przesiadki autobusem.
Kto chciałby? Ze zmęczonym dzieckiem?

Ponadto często pracuję jeszcze w domu. Kilka razy w tygodniu ze zmęczenia padam na twarz i przysypiam na siedząco.

Mamy sobotę. To czas, kiedy razem odgruzowujemy mieszkanie i dochodzimy do siebie.

Dziś niedziela. Doszłam już do siebie. Mam ochotę na zakupy. Na wydanie zarobionych pieniędzy. W tym dodatkowe zakupy, nawet te, które naprawdę nie są mi potrzebne.

Rząd jest naiwny myśląc, że wydam te same pieniądze w inny dzień tygodnia. Albo głupi. Bo nie wydam.

Zliczam w tym miesiącu, ile kwoty podatku rząd dodatkowo mi zabiera. Już dziś to ok. 200 zł 362 zł z tytułu VAT, a to bez rachunków Lubego. A miesiąc się nie skończył.

Bogaty nasz kraj.

Taki prokościelny.

Niedziela dla rodzin.

Bo oni lepiej potrafią nam zorganizować życie.

Bo lepiej wiedzą, co Polak chce.

A wystarczyło zapewnić dwie niedziele wolne. I zakaz zatrudniania z łączeniem tej samej pracy na etat i umowę - zlecenie.

Co dalej? Może wyłączą w niedziele internet? Ile wtedy rodzin zyska czasu dla rodziny?
Bo przecież lepiej wiedzą, jak powinniśmy żyć.

Tak jest, jak rządzą Polską emeryci. Dla których PRL było jedynym światem, który znali. I taki świat chcą nam podarować. A ja im dziękuję. Niech udławią się. Niech się zajmą swoim nieudanym życiem.


Ode mnie i mojej rodziny WARA.


Ile czasu będzie trzeba, by posprzątać po tych nieudacznikach?



Niedziela. Liczba aut.  Po zakupach. Przed godz. 19 parking podziemny. Na górze nie było miejsc do parkowania. Na dole pojedyncze. Luboń. Factory.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz