czwartek, 25 sierpnia 2016

Przypowieść przydługa o owcy.

Historia o Owcy. Historia pełna.

Dlaczego Owca jest Owcą nie będę wnikać.
Czy jest to od nazwiska, czy nie. Nie chce mi się myśleć i wysilać zwojów.
Przyjmijmy, że jest to po prostu Owca.

Dla jaj lub z innych powodów nieznanych mi
Syn mój pierworodny przyniósł kiedyś jego zdjęcie.

Standardowe, małe, legitymacyjne.

I zaczyna się tu zagadka Wszechświata.
Owca okazał się nieśmiertelny.
Znaczy jego zdjęcie .

Jestem mistrzynią gubienia.
Szukania.
Potrafiłam zgubić zdjęcie większe niż A4.
Potrafiłam zgubić akt notarialny mieszkania.
W mieszkaniu czasami gubię rzeczy niewymiarowe, których nawet upchnąć się nigdzie nie da.
Ale giną.

I dodajmy rzecz ważną.
U Syna w pokoju przeważnie panuje stan po trąbie powietrznej.
Ten, który potrafił zgubić plecak szkolny z zawartością.
Który zgubił niezliczoną liczbę butów sportowych, worków na wf, ciuchów, kurtkę, klucze, karty bankomatowe.
Ten, który wyjątkowo nie panuje nad papierami.
Przerastają go.
Wydostają się z każdego możliwego zakamarka. Atakują go.


I w tym wszystkim nasza Owca.
Malutkie, zwykłe zdjęcie.
Nieśmiertelne.
Przetrwał każdy remont, gdzie wszystkie meble wyjeżdżały i papiery. Przetrwał każdą zawieruchę.
Spod szaf, biurka zdjęcie w dziwny sposób uaktywnia się.
Ostatnio gdy przyszłam w czasie wymiany podłóg leżakował sobie znów na deskach.

Ba! Przetrwał miłość Młodego, który niejednokrotnie dopadł zdjęcie Owcy.
Żadne inne zdjęcie nie przetrwało konfrontacji z Młodym.

Zdjęcie jest nadal w stanie dobrym.


Czy ktoś coś z tego rozumie?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz