niedziela, 28 lutego 2016

weekend z mamusią

Piątek. Powrót ze żłobka. Pcham wózek, Młody idzie obok. Centralnie z pozycji idącej przywalił twarzą w chodnik. Ze zgrozą podnosiłam go, czy ma jeszcze zęby. Okazało się, że przyrżnął czołem. Dobrze, że tego dnia czapka była z małym kożuchem. Trochę zamortyzowało. Limo na czole - dziś w kolorze zielonym.

Sobota. Przyszli goście, w tym koleżanka Młodego z porodówki (młodsza kilka godzin). Młody popisówa. Obracał się w kółko, stracił równowagę i runął do tyłu. Przywalił głową w biurko.

Niedziela. Jesteśmy na dworze. Młody śmiga na rowerku biegowym. Młody coraz lepsze przeszkody wymyśla. Mówię, że nie wolno. Że nie schody. Nie przez krawężniki. Ostatni odcinek do domu. Ostatnia prosta. Oczywiście poleciał z rowerem. Broda potrzaskana, krew kapie, szalik we krwi.

Super matka ze mnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz