środa, 10 lutego 2016

nieporozumienia

Wydarta kartka z kalendarza.

Poranek.
Dzwoni telefon. Alarm wzywający do wstawania do pracy. Godzina, o której kiedyś mój Brat mawiał, że to środek nocy.

Tita tradycyjnie jak co noc od którejś godziny śpi z nami.
Właśnie ciumka mleko - przez sen.
Telefon ostro dzwoni.
- Luby, Luby wyłącz, karmię Młodego, obudzi się.
Luby zwleka się ciężko spod ciepłej kołdry.
Chwilę później.
- nie, nie, sorry, telefon trzymam w ręce!!
rechot poranny

Żłobek.
Odbieram Młodego.
Do przedszkolanki:
Czy X (tu wstawiam imię Starszego) zrobił siusiu?
Brecht.

Patrzę.
Ubrany w bluzkę do spania!!
Której długo szukałam!!
Tacie się podobała, więc Młodego ubrał.

Po drodze zaliczamy sklep z zabawkami.
Każdy zasługuje na trochę radości.
Kupiliśmy co nieco.
Idziemy.
Niepokojący dźwięk. Oglądam koła w Maclarenie.
Odpadają, czy co? Co haczy?
Patrzę ....
a tam ciuchcia ze Stacyjkowa taki dźwięk wydaje.

Dom.
Zaglądam do obiadu.
Wymarzyłam sobie ziemniaki tłuczone, sos na ciepło koperkowy z jajkiem.
Ziemniaki są. Jajka w skorupkach smętnie pływają w garnku z wodą. Zimny sos z koperkiem jak do ryby czeka w lodówce. A - i szpinak okropny.
No to się nie dogadaliśmy z Lubym obiadowo.

Popołudnie.
Chcę przełożyć mój plecak na podłogę.
Coś ciężki jest.
Szarpię nim, a tam nagle wyskakuje z niej czarny łeb kota.
 Jezus Maria!! - tyle krzyknęłam
Żeby własny kot mnie tak przeraził.
To wcale nie było śmieszne, uspokoić się nie mogłam.

Robię zielony koktajl.
Sprawdzam przepis, dodaję produkty.
Trzymam w ręce mango - miałam kupić avocado.

Poszukiwanie pilota. Intensywne. Podejrzenie padają na dziecko.
Szukanie, szukanie.... a telefon robi jako zakładka w czytanej przeze mnie książce.

Coś jeszcze było na wieczór, ale nie pamiętam.
I bez tego miałam jakąś niechęć dla siebie.

Przypomniałam sobie.
Dostałam "pod choinkę" pierścionek.
Tradycyjnie na moje palce za duży.
Luby wziął do zmniejszenia, powiedziałam, że rozmiar mniejszy.
No i w ten wieczór po pracy przybył dumny ze zmniejszonym pierścionkiem.
Przymierzam, jak spadał tak spada z palucha, mam wrażenie, że jeszcze bardziej.
Luby zezłościł się na mnie.
Rzekł, że włoży w imadło i odrazu będzie pasować.
No i co?
Mógł od początku operować numerem, to bym powiedziała, że 14-tka. :)
Fanfary.

I nie tylko ze mną nie jest najlepiej.
Dzwoni Mama.
- kupiłam (tu imię Starszego) książkę. <tu następuje długa opowieść, a potem mówi że tam jest pociąg. Zapala mi się lampka w głowie.>.
- komu kupiłaś?!
Starszy obok brechta się i mówi do Babci, że wolałby dychę niż książkę. ;)
Książka oczywiście dla Młodego.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz