niedziela, 8 listopada 2015

niedzielnie

Plan wykonany.
W weekend prawie przebiegłam maraton.
Prawie czyni wielką różnicę.

W sobotę i niedzielę po 20 i pół km.
Zabrakło 1 km. :PP

Dziś dowaliło mi kolano, więc bieg nie należał do przyjemnych.
I wiatr był niczego sobie, na otwartym terenie dawał popalić.

Nie najgorszy czas jak na mnie. Nie zliczę, na ilu światłach stałam.

Za to wczoraj przebiegłam 5700 zanim natrafiłam na czerwone światło (a chciałam, bo chciałam zobaczyć, czy endo działa, a natrafiłam na zieloną falę i nie chciałam zatrzymywać się w tym celu). No i później zostałabym rozjechana na miazgę przez kierowcę, który na podwójnej na warunkowym lewoskręcie skręcał i ledwo umknął przed kołami aut, które miały już dawno zielone i były na środku krzyżówki i przed nimi ledwo uciekł.
Przed nimi umknął, a nanosekundę później wjechałby w grupę pieszych na przejściu. Gdyby nie to, że endo odmówiło posłuszeństwa i wywaliło mi GPS, a ja koniecznie trasę chciałam mieć odmierzoną, to wystartowałabym sekundy wcześniej, a tak to głupi telefon uratował mi życie. A tak gdy zaczęli trąbić wyhamowałam, a ten piździe** przed nosem im i mi przeleciał. Widziałam tylko obcą rejestrację. Człowieku, nie umiesz jeździć, nie wsiadaj do auta w tak dużym mieście! Bezmyślność i skrajna głupota. Tyle dobrego, że po drugiej stronie przejścia nie było pieszych, bo nigdzie nie zdążyliby uciec przed debilem bez wyobraźni...
Tyle dobrego, że zapatrzyłam się na telefon, bo w życiu nie oglądałabym się za autem który zza moich pleców miałby znikąd wyjechać i  przed autami i nosem przemknąć. Wrrr.


Piękne kolorki. :))
Lubię.


Talentu plastycznego za grosz. :P
No chyba, że będzie od awangardy.

Pierwsze wyjście po chorobie. Chwila na dworze i jedyna kałuża w okolicy
 (sorry - taki mamy klimat).
Poszliśmy przetestować kaloszki, ale szybko musieliśmy wracać, bo spodnie szybko przemokły.

cdn

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz