czwartek, 29 października 2015

Bulwersy

  1. Reklamy rynku farmaceutycznego. 
Durna reklama, że kiedyś na przeziębienie to najlepszy był sok z malin u babci, tylko teraz jakoś mniej chce się do lasu chodzić. Co to ma być? Wcale nie musimy chodzić do lasu, ba, nie musimy nic robić. Lepiej położyć się i czekać na koniec. Oczywiście w tej reklamie chodzi o suplement, bo przecież wystarczy go brać i las jest nam już niepotrzebny do życia i zdrowia .... Reklama jest wybitnie głupia.

      2. Durne programy w telewizorni.
Dziś, gdy zmieniałam programy przed oczami przemknął mi Super niania. I aktorzyny odgrywające swoje marne rolki.
Wkurzają mnie te ustawki z tych pseudo programów z życia.

Nasz wizerunek podlega ochronie prawnej. Nie jest możliwe w takim przypadku jakiekolwiek nagrywanie naszego wizerunku bez naszej zgody i jego dalsze udostępnianie.
Musielibyśmy być osobą znaną (polityk, aktor, piosenkarka) lub znajdować się w określonym miejscu (koncert, miejsce publiczne). Ale nawet gdybyśmy byli znani nie wolno byłoby publikować wizerunku naszych nieletnich dzieci.
Podanie informacji (jak dziś w programie) o danych wrażliwych, tj. preferencjach seksualnych czy nawykach i upublicznianie ich wiązałoby się dla producenta z karą grzywny lub karą ograniczenia wolności albo pozbawieniem wolności do lat trzech. Lub ze sprawą w sądzie o odszkodowanie za naruszenie naszych praw określonych w konstytucji.
Każda z tych osób gra, wszystko to jest wyreżyserowane i jest nieprawdą. 
Ubolewam że niektórzy wierzą, że te programy - baaaaardzo wysokich lotów - są prawdą.
Starszego koleżanka ze szkoły grała w Surowych rodzicach. Oczywiście za pieniądze. Oczywiście udawała kogoś innego.
A inna znana teściówce specjalnie nabałaganiła w mieszkaniu by w Perfekcyjnej wygrać odkurzacz.
Tak jak Trinny i Suzannah niby na ulicy w miastach Polski wyszukiwały osoby do programu o metamorfozie. Taaak. Najpierw było wypełnianie kwestionariuszy, zakwalifikowanie i na końcu finalnie niby przypadkowo kogoś spotykały na ulicy i zapraszały do programu.
Nie ma co przeżywać treści tych programów.


      3. Wyrok z 19 grudnia 2014 r. sygn. akt I OSK 1852/13 
W skrócie. W czasie urlopu wychowawczego funkcjonariuszka policji została zwolniona ze służby. Odwołała się do wojewódzkiego sądu administracyjnego. Gdy to nic nie dało, do NSA. Skarga została oddalona.
"Policja miała prawo zwolnić ze służby funkcjonariuszkę w czasie urlopu wychowawczego, jeśli wcześniejsze długotrwałe zwolnienia lekarskie dezorganizowały funkcjonowanie jej wydziału i nie było żadnych perspektyw zakończenia absencji". Tak orzekł NSA, do którego funkcjonariuszka złożyła kasację po wyroku WSA .
"Problemy zaczęły się w 2009 roku, kiedy funkcjonariuszka zaczęła korzystać ze zwolnień lekarskich. W sumie w ciągu czterech lat z powodu czasowej niezdolności do pracy przebywała na chorobowym przez 863 dni."
863 dni!!! Normalnie tak zgłupiałam, że zastanawiałam się, ile dni ma rok!!!
863 dni przez cztery lata!
Przez blisko cztery lata przebywała na zwolnieniach (pobierając PEŁNE UPOSAŻENIE) i miała butę i czelność odwoływać się, gdy w końcu postanowili podziękować jej za służbę.
Wnioskuję o nadanie jej odznaczenia pracownika roku!!!
Takich osób Polska potrzebuje. Ambitnych i chętnych do pracy dla dobra ojczyzny i obywateli.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz