Za jedzeniem, którego było od wyboru do koloru.
Które było pyszne.
Którym można było sobie dogadzać ile tylko się chciało.
Które tak jadłam, aż uszy mi się trzęsły.
Za ciepłym morzem.
Za uśmiechami nieznanych ludzi, którzy nie spieszyli się, nie wrzeszczeli na siebie i każdego pieszego przepuszczali na przejściu zanim nawet do niego doszedł.
Za basenem, w którym można było o każdej godzinie zażyć ochłody. I w którym przed północą najczęściej pływałam.
Za kawą, której dziesiątki serwowałam sobie na dzień.
Za wodą pitną z takiej maszyny, która była po prostu pyszna i którą wszyscy namiętnie piliśmy. Dziś, jak piję nasze wody z butelki to smakują mi jak lura kranówa.
Za dziesiątkami różnych odmian kwiatków kolorowych.
Za brakiem alergii.
Za labą.
Za nicnierobieniem.
Za czasem wolnym.
To se ne wrati.
Pozostają fotki z komórki. Tle i aż. Sentymentalnie i na pamiątkę wrzucam.
mmmmmmmmmm
fontanna z czekolady .... <3
Lody i rozmaite dodatki do nich .... , ale tym nie jarałam się. ;P
palemki :P i wybrzeże
tu biegałam wieczorami
W inny wieczór:
To coś dla mnie:
Napoje
Dodatki, sałatki
Dodatki, sosy
Obok nich nigdy nie przeszłam obojętnie:
Warzywa:
Zajadamy:
Inny wieczór, tu biała czekolada, arbuz i inne cuda:
Ciasta, ciasteczka - co kto lubi:
Powyżej i poniżej moje talerzyki. <3 <3<3
Dla łasucha, jakim jestem to był raj.
Wszystko co dobre, prędko się kończy.







































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz