Jak za starych, dobrych czasów.
Nic nie zapowiadało ataku.
Wraz z zamknięciem drzwi domostwa spadła na mnie.
Aż odechciało mi się finał oglądać.
Moje zdrowie od kilku dni irytuje mnie. Sobie leci ze mną w kulki.
Będę biegać. Regularnie biegać. I alergia będzie musiała poszukać sobie innego właściciela.
Czerwony nos od smarkania. Przekrwione oczy z popękanymi żyłkami. Smarkanie co parę minut. Psikanie raz za razem. Oczy nie widzą, w uszach pulsuje i dudni. Gardło drapie. Aż dostałam dreszczy z zimna i w swetrze siedzę.
Najbardziej wkurzają oczy. Przy mojej wadzie wzroku nie móc założyć soczewek ... to widzieć niewiele. Moje zamierzenie to korekcja wzroku. Zdaniem okulisty ostatnia chwila, bo przeprowadza się przed 40-tką.
Brat też alergik.
Zdrowe dzieci wychowywane na wsi.
Na zdrowym jedzeniu bez chemii, ulepszaczy.
Czystym powietrzu pozbawionym spalin.
A więc co?
Dlaczego połowa mojego pokolenia to alergicy na wszystko, co się da?
Kurz, zwierzęta, roztocza, słońce, jedzenie, wodę, pyłki, rośliny.
Alergia pozbawia radości z życia. Odechciewa się wszystkiego. W dawnych latach w wakacje nie mogłam nawet wychodzić z domu, bo dostawałam jej napadu.
Mój starszy syn póki co jest zdrowy. Dziecko obojga alergików. Ale wiem, że nie można zawczasu cieszyć się, że jest zdrowy, bo alergia w każdym momencie może uaktywnić się.
Kiedyś latem nie było opcji, bym latem wyszła z domu bez chusteczek i wapna /lekarstw. To były produkty pierwszej potrzeby, tak niezbędne, jak założenie ciuchów przed wyjściem.
Potem uśpiłam alergię. Dietą optymalną i wykluczeniem węglowodanów.
Przez lata alergia była słaba. Nie lubiła też, jak regularnie biegałam. Organizm był dotleniony.
I wróciła tego roku w najlepsze.
Pierwszą ochroną i zminimalizowaniem prawdopodobieństwa wystąpienia alergii w przyszłości jest jak najdłuższe karmienie piersią. Dlatego u mnie karmienie piersią jest tak długie, dopóki chce dziecko, będę karmić. Żadne mm tu nie pomoże. Żadne mleko od krowy, ani innego zwierza. Mleko od krowy jest mlekiem dla cieląt. I nigdy mm nie dorówna mleku matki. Bo jest tylko jego podróbą uzyskaną w procesie technologicznym oddzielania, dokładania witamin i innych składników. Podróba.
Przy młodszym mam większą wiedzę żywieniową. Nie zatruwam jego organizmu cukrem. Nie ma żadnych kompocików, częstowaniu lodem, czekoladek i sradek. Słodzonych chrupek do mleka. Nie uchronię przed złem świata. Ale póki nie jest w żadnych placówkach, ani nie przebywa z babciami mam wpływ na jego dietę. Już dawno temu mama przybyła z lizakiem dla niego. Na siłę wlewała w niego kompocik wiedząc, że Tita lubi pić wodę. Czystą wodę. Przekonana, że dziecko jest poszkodowane.
I o tym można by pisać w nieskończoność ...
Błędy żywieniowe u dzieci uaktywniają się najczęściej w wieku nastoletnim. A wtedy ciężko już cokolwiek zmienić. Ale musimy to wiedzieć. Bo my odpowiadamy za ich przyszłe zdrowie.
Dopisek.
Z rzeczy wyczytanych dziś:
Z dotychczasowych badań wynika, że dzieci urodzone w wyniku cc mają inną florę bakteryjną niż te, które przyszły na świat w drodze porodu naturalnego. Duńscy naukowcy zbadali to zagadnienie u myszy. Zauważyli, że osobniki urodzone poprzez cc w późniejszym wieku mają mniej komórek odpowiedzialnych za regulację układu odpornościowego. Prawdopodobnie wynika to z tego, że noworodek ma mniejszy kontakt z bateriami pochodzącymi od matki, czyli mniej bakterii zasiedla jego organizm i jego układ immunologiczny gorzej się uczy. Może to tłumaczyć dlaczego u takich osób częściej rozwijają się alergie i choroby autoimmunologiczne.
* źródło Science Now, BBC
Biedne myszki.
A tu kotek:
no i co szpekasz, kota ni widzioł?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz